Rewolucja społecznościowa w finasach – equity crowdfunding. Rozmowa z Arkadiuszem Regiecem, prezesem zarządu Beesfund S.A.

okladka-akcjonariusz-2014-5-467

Dlaczego crowdfunding może odmienić rynek inwestycyjny w Polsce i na świecie? Na to pytanie odpowiada magazynowi „Akcjonariusz” prezes Beesfund S.A. – Arkadiusz Regiec.

Według niego crowdfunding może przywrócić pierwotną relację pomiędzy inwestorami a przedsiębiorcą. Ten trend już widać na zachodzie, gdzie udziałowe finansowanie staje się istotną częścią rynku.

Jednak zdaniem Regieca dopiero jesteśmy na etapie niemowlęcym. „To taki moment w którym patrzymy na samolot, który przeleciał 300 metrów i możemy skomentować to na dwa sposoby. To zabawka albo – Boże to działa!” – konkluduje.

Cały wywiad możecie przeczytać w internetowym wydaniu „Akcjonariusza” pod tym adresem.

Waszawski Startup Weekend już wkrótce!


Już 14 listopada w Domu Towarowym Braci Jabłkowskich odbędzie się kolejna edycja warszawskiego Startup Weekendu. Tym razem będzie ona poświęcona branży FichTech, czyli technologiom finansowym.

Czym jest Startup Weekend? To regularnie odbywająca się impreza, na której twórcy startupów, projektanci, programiści i wszyscy fascynujący się przedsiębiorczością i nowymi technologiami mogą pogadać o swoich ideach.

Każdy z nas ma mnóstwo pomysłów. Problem w tym, że od pierwszej myśli do jej realizacji jest daleka droga. Pojawia się masa pytań. Czy mój pomysł jest potrzebny? Czy poradzę sobie z jego realizacją? Czy to legalne? Czy znajdę odpowiednich partnerów do współpracy? Czy mój zespół da sobie radę? Startup Weekend powstał, aby odpowiedzieć na te pytania.

Sama idea jest bardzo prosta. Każdy, kto ma chce spróbować swoich sił w branży startupowej może przyjść i przedstawić swoją koncepcję słuchaczom. Następnie nad najlepszymi z nich zespół ekspertów z dziedzin programowani, analizy finansowej czy grafiki pracuje przez 54 godziny, tak aby nadać im pożądany kształt. Dzięki tej burzy mózgów nasz luźny pomysł staje się pełnowartościowym projektem, który możemy przedstawić przedsiębiorcom.

Jeśli krąży wam po głowie jakaś idea, ale boicie się, że nie dacie rady jej zrealizować, walcie śmiało na Startup Weekend. Być może jesteście o krok od prawdziwej rewolucji w branży?

Dziel i korzystaj!

Nie jesteśmy w stanie korzystać ze wszystkich posiadanych przedmiotów i zdolności cały czas. Może to być kanapa w salonie, samochód, zdolności majsterkowania czy nawet wolny czas. Z punktu widzenia ekonomii są to niewykorzystane zasoby, które mogłyby pracować przynosząc nam korzyści. Co jeśli wolną kanapę wynajęlibyśmy na tydzień turystom, z samochodu pozwolili korzystać sąsiadom, naprawili szefowi pralkę a w wolnym czasie wyprowadzilibyśmy psy starszej pani? Jeśli w zamian za nasze usługi otrzymamy coś w zamian to czemu nie?

Na tym właśnie polega pomysł ekonomii współdzielonej. Oczywiście nie jest to nowy pomysł, od zarania dziejów, kiedy czegoś nam brakowało szliśmy do sąsiadów po pomoc. Jednak dziś w dobie powszechnego dostępu do Internetu ekonomia współdzielona może wejść na zupełnie nowy poziom. Jak to wygląda w rzeczywistości?

Ostatnio szerokim echem odbiło się wejście na polski rynek amerykańskiej firmy Uber. Ta powstała w 2009 roku firma stworzyła aplikacje, która rzuciła wyzwanie całej branży taksówkarskiej. Mechanizm działania jest prosty. Jeśli masz samochód i wolny czas apka pomaga ci znaleźć w okolicy osobę chętną na podwózkę. Wszystko jest następnie automatycznie rozliczane. Podróżujący może przemieszczać się taniej niż tradycyjnymi taksówkami, a kierowca ma szansę dorobić kilka dodatkowych dolarów w czasie, kiedy jego auto stałoby na parkingu.

Innym przykładem ekonomii współdzielonej jest serwis Airbnb. Oferujący wynajem mieszkań, pokoi lub nawet kawałka podłogi, na której można się przespać. Zamiast wynajmować hotel możesz wynająć kanapę na kilka dni. Pomysł ten zrodził się w głowach dwóch młodych bezrobotnych, ale niezwykle pomysłowych mieszkańców San Francisco. Kiedy okazało się, że nie stać ich na zapłacenie czynszu postanowili dorobić sobie wynajmując trzy dmuchane materace dla gości corocznej konferencji Amerykańskiego Stowarzyszenia Projektantów. Stworzyli w tym celu prostą stronę internetową, dzięki której w szybkim tempie znaleźli chętnych na przespanie się za cenę 70 $ za noc. Dziś Airbnb jest firmą wartą 10 mld $, która stanowi poważne zagrożenie dla branży hotelarskiej. Podobnie jak taksówkarze w przypadku Ubera, właściciele sieci hoteli prowadzą wszelkimi możliwymi sposobami kampanię, żeby utrzymać status quo.

Można się dzielić nie tylko mieszkaniami i samochodami, ale także swoimi zdolnościami. Służy do tego serwis TaskRabbit. Łączy on ludzi oferujących swoje zdolności, od sprzątania po strojenie fortepianów z potencjalnymi klientami. System nie tylko poleca najlepszych usługodawców, ale także ubezpiecza każdą transakcję oraz weryfikuje pod kątem niekaralności wszystkich użytkowników. Dzięki temu nie musimy się obawiać, kiedy zostawimy nasze mieszkanie pod czyjąś opieką.

Ale gospodarka współdzielona to także crowdfunding. Tak jak w poprzednich przypadkach platformy crowdfundingowe dają możliwość połączenia ludzi, którzy potrzebują pomocy z tymi, którzy mogą im jej udzielić.

Gospodarka współdzielona daje niesamowite możliwości. Wykorzystuje nie tylko potencjał drzemiący w ludziach, ale także ich życzliwość i zaufanie do innych. Same firmy z branży sharing economy oferują nam tylko platformę, która pozwala nam w pełni korzystać z kapitału społecznego. Dzięki temu nie stajemy twarzą w twarz z wielką korporacją, ale ze zwykłymi ludzmi, z którymi możemy ubić uczciwy interes. To, co zaprezentowaliśmy tu, to tylko mały wycinek potencjału gospodarki współdzielonej. Może ktoś z Was ma pomysł gdzie można jeszcze skorzystać z tego fenomenu?

Co Polacy wiedzą o Crowdfundingu?

Kickstarter, zegarek Pebble, Veronica Mars Movie Project, crowdsourcing, to wszystko hasła, które często pojawiają się w rozmowach, artykułach, dyskusjach. Wydaje się więc, że również crowdfunding wkradł się do naszego codziennego życia i zadomowił na dobre. Czy potwierdzają to jednak liczby? Aby odpowiedzieć na to pytanie, spójrzmy na wyniki badań sprawdzających świadomość Polaków czym jest crowdfunding.

W badaniu uczestniczyły 523 osoby, które wypełniły ankiety składające się z 14 pytań. Pozwoliły one ustalić płeć, wiek, wykształcenie a następnie poznać nastawienie badanych do crowdfundingu. Uczestnikami byli głównie młodzi studenci z dużych miast, ze względu na specyfikę rozsyłania ankiet: poprzez sieci społecznościowe pośród znajomych. Jednak niekoniecznie jest to minus badania, ponieważ to właśnie te osoby, młode pokolenie korzystające z Internetu jest grupą, dzięki której crowdfunding może okazać się sukcesem. Dlatego też, badając ich opinie możemy bezpośrednio obserwować, jakie szanse w polskiej rzeczywistości ma crowdfunding.

Wyniki są dosyć zaskakujące: jedynie 29 % badanych znała pojęcie crowdfundingu. Okazało się, że świadomość czym jest crowdfunding jest zależna od płci: 74% kobiet nie wie czym jest crowdfunding w stosunku do 61% mężczyzn.

Płeć a świadomość czym jest crowdfunding


W badaniu zostało sprawdzone jak wykształcenie wpływa na wiedzę o crowdfundingu. Okazało się, że osoby bez wyższego wykształcenia nie mają niższych wyników od studentów studiujących w Polsce. Różnica pojawiła się jednak w przypadku studentów zbierających doświadczenie nie tylko w Polsce ale również zagranicą. Dla 65 % spośród nich crowdfunding nie był pojęciem obcym. Może wynikać to z faktu dużej popularności crowdfundingu w innych krajach lub bardziej praktycznego podejścia do studiów.

W dalszej części ankiety badani dowiadywali się czym jest crowdfunding tak aby mogli odpowiedzieć na kolejne pytania dotyczące chęci inwestowania lub korzystania z platform w celu sfinansowania swojego startupu. Te wyniki wyglądają zdecydowanie bardziej optymistycznie:

  • 56 % badanych chętnie skorzystałoby z platformy crowdfundingowej w celu zebrania funduszy
  • 66 % byłaby zainteresowana inwestycją w crowdfunding udziałowy

Badania udowodniły, że ludzie są chętni do działania i społecznej kontrybucji:

  • 71 % badanych uczestniczyło w procesie crowdsourcingu poprzez współtworzenie haseł na wikipedii, tworzenia recenzji itd. Spośród nich znakomita większość deklaruje chęć uczestnictwa w crowdfundingu co tylko udowadnia siłę społecznych motywacji.

Okazuje się, że Polacy o crowdfundingu wiedzą niewiele. Czy powinniśmy się tym martwić? Przeciwnie! Badania pokazują, że internauci są chętni do działania, otwarci, gotowi do podejmowania nowych wyzwań I stanowią ogromny potencjał. Wygląda więc na to, że ,,tłum” już niedługo będzie jeszcze liczniejszy.

Crowdfunding szyty na miarę

Branża modowa wydaje się być bardzo trudna dla młodych przedsiębiorców. Wielkie koncerny i ich sieci sklepów, które spotykamy na każdym kroku mogą odstraszyć od wchodzenia na rynek. Jednak gusta ludzkie są bardzo zmienne, a miłośnicy mody ciągle poszukują czegoś nowego. Dlatego jeśli lubicie ciuchy to może zastanówcie się nad przekształceniem pasji w biznes. Startujący w branży odzieżowej mogą znaleźć wsparcie w crowdfundingu. Dlaczego finansowanie społecznościowe i odzież tak dobrze się dogadują? Po pierwsze dzięki niemu możecie sprawdzić czy wasz pomysł na design jest dobrze odbierany przez potencjalnych klientów. W przeciwieństwie do innych branż tu wystarczy rzucić okiem jak wygląda projekt i już wiemy, czy będziemy go chcieli czy nie. Po drugie dzięki przedsprzedażowemu modelowi nie musimy zamawiać w szwalni wielkiej partii koszulek czy spodni z zamysłem ich sprzedania. Możemy to zrobić dopiero gdy będziemy mieli popyt. Do tego dostosowujemy wielkość zamówienia dokładnie do zapotrzebowania klientów. Po trzecie i najważniejsze crowdfunding daje niesamowite możliwości promocji. Dzięki niemu nie sprzedajemy tylko produktu, ale całą naszą historię, wizję i marzenia. To wartość, której nie dostaniemy w sieciówce. A jak sprawdza się to w praktyce? Oto kilka przykładów jak moda i crowdfunding wspólnie pomogły narodzić się kilku obiecującym markom. Marin Camille i Julia Zolinsky, dwie pracownice muzeum z San Francisco postanowiły stworzyć swoją własną linię bielizny. Nie były to jednak tradycyjne rzeczy jakich pełno na wieszakach w galeriach handlowych, ale inspirowane estetyką lat 20 halki, gorsety czy pończochy. Potrzebowały na ten cel 37 tys. $, więc zgłosiły się ze swoim projektem do społeczności internetowej. W krótkim czasie udało im się zebrać wymaganą kwotę i obecnie panie przygotowują się otwarcia swojego butiku. Gustin zaczynał jako mała marka ekskluzywnych dżinsów z japońskiego denimu. Jednak jej twórcy sfrustrowani problemami ze sprzedażą detaliczną postanowili zmienić model prowadzenia firmy. W tym celu zwrócili się ku crowdfundingowi. Postanowili tworzyć i sprzedawać tylko te produkty, które zamówią klienci. Dzięki temu udało im się znacznie obniżyć koszty bez kompromisów w kwestii jakości. Po spektakularnym sukcesie i zebraniu 400 tys. $ Gustin postanowił rozwinąć swój model biznesowy. Teraz prowadzą własny sklep internetowy dzięki któremu można zamówić konkretny ciuch, który zostanie wykonany specjalnie dla nas. Młodzi projektanci korzystają także z equity crowdfundingu. Przykładem jest tu twórca marki Monsieur Fox, zajmującej się produkcją ekskluzywnych męskich dodatków takich jak spinki, poszetki i krawaty. Jego obiecujący biznes w 2 tygodnie zebrał 20 tys. $, i nie zapowiada się, by na tym się skończyło. Połączenie crowdfunding plus moda sprawdza się nie tylko w przypadku sprzedaży zaprojektowanych przez siebie ciuchów, świetnie działa też w przypadku innych modeli biznesowych. W tej dziedzinie już dwa lata temu ścieżki przetarł francuski portal Menlook. Chcąc się rozwijać postanowił bez pomocy żadnej z platform zgłosić się o wsparcie do indywidualnych inwestorów. Dzięki ich wpłatom udało się zebrać ponad 5 milionów euro i dzięki temu przeprowadzić ekspansję na rynki niemiecki, brytyjski czy holenderski.

Sllkfred.com

Nieco nowszy przykład, ale wyjątkowo ciekawy to platforma silkfred.com . Z pozoru wygląda to jak zwykły sklep online. Jedna ideą Silkfred jest udostępnianie możliwości sprzedaży młodym, obiecującym projektantom. Projekt okazał się na tyle atrakcyjny dla inwestorów, że dzięki akcji equity crowdfundingu zebrał 145 tys. funtów. Dziś Silkfred umacnia swoją pozycję na brytyjskim rynku stając się jednym z najbardziej docenianych startupów. Tak więc jeśli macie smykałkę do gustownego ubioru, a zakupy nie wywołują u was przerażenia może warto zastanowić się czy nie przekuć swojej pasji w realny biznes? Jeśli macie pomysł, to zacznijcie go realizować, pieniądze na pewno się znajdą!

Niemcy – piwo, samochody i inwestorzy

Gospodarka naszych zachodnich sąsiadów, stawiana przez wielu za wzór, zawdzięcza swoją siłę pewnym przemyślanym ruchom z zakresu polityki gospodarczej. Przede wszystkim chodzi o liberalizację rynku pracy, który pozwalał na wzrost wydajności w tempie szybszym niż wzrost wynagrodzeń. Ma to jeszcze jeden jakże istotny skutek dla rynku kapitałowego.

Skutkiem opisanej wyżej polityki gospodarczej było stworzenie warunków stałej słabości popytu wewnętrznego Niemiec, ale jednocześnie czynników sprzyjających gromadzeniu oszczędności przez przedsiębiorstwa. W związku z tym RFN jest głównym pożyczkodawcą dla całej Unii Europejskiej. Świadczą o tym dane statystyczne dostarczone przez Eurostat: podczas gdy oszczędności w Polsce sięgały w 2012 roku 17,4% naszego PKB, oszczędności Niemców wynosiły 22,3% ich PKB. Jest to 40% więcej w wartościach względnych. W wartościach bezwzględnych to dziesięciokrotnie więcej.

Źródło: opracowanie własne na podstawie danych Eurostatu.

Podobnie sprawa wygląda, gdy spojrzymy na wielkość luki kapitałowej w obu krajach. W Polsce według różnych szacunków wynosi kilkadziesiąt miliardów złotych. W Niemczech, według ankiet Europejskiego Banku Centralnego, luki… nie ma. Dzieje się tak ze względu na nadwyżkę oszczędności. Obniża to stopy procentowe, które warunkują koszt kapitału i czyni go dostępnym dla dużej części podmiotów gospodarczych.

Rynek niemiecki staje się więc bardzo atrakcyjnym potencjalnym źródłem kapitału – nie tylko dla banków. Inwestorzy w warunkach niskich stóp procentowych chętnie szukają alternatywnych inwestycji przynoszących wyższy zwrot na zainwestowanym kapitale. Warunki idealne dla crowdfundingu.

„Bierzesz ile zbierzesz” czyli elastyczny crowdfunding

Sukces idei crowdfundingu w dużej mierze jest wynikiem prostych i jasnych reguł. Internauci zaufali modelowi: my powierzamy ci nasze pieniądze, a ty jeśli zbierzesz odpowiednią kwotę dajesz nam coś w zamian. Model ten, który możemy nazwać „wszystko albo nic” jest wykorzystywany przez znaczną większość portali crowdfundingowych.Jego zaletą jest minimalne ryzyko wpłacających. Jeśli nie zbierze się odpowiednia kwota, pieniądze wracają do wspierającego, a on nie musi się o nic martwić. Jedynym problemem jest czasowy brak dostępu do wpłaconych środków. Brzmi fajnie? Jednak takie rozwiązanie ma całkiem sporo wad.

Po pierwsze ustalenie kwoty minimalnej to zawsze kłopot dla projektodawcy. Jeśli ustawi ją na zbyt niskim poziomie nie będzie w stanie zrealizować swojego pomysłu w takiej skali, jak sobie wymarzył. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by zebrane pieniądze przekroczyły ustalony próg, jednak nisko postawiona poprzeczka działa demotywująco na wpłacających. W końcu projektodawca zebrał tyle, ile potrzebował, więc nie ma sensu dalej finansować. To nie przypadek, że większość udanych projektów przekracza nieznacznie próg 100%.

Jeśli zaś autor przesadzi z wysokością, nie zbierze zakładanej ilości pieniędzy i cała praca włożona w akcję pójdzie na marnie. Tu pojawia się też kolejny dylemat: co jeśli projektodawca ustali swój cel powiedzmy na wysokości 20 tys. złotych, a uda mu się zebrać 18 tys.? Teoretycznie spokojnie mógłby obciąć koszty akcji i zrealizować pomysł, jednak zasady mu tego zabraniają.

Jako że świat nie znosi próżni pojawił się model dający odpowiedź na powyższe problemy – „flexible funding”, czyli „bierzesz ile zbierzesz”. Tu też obowiązują proste zasady: Projektodawca ustala cel finansowy, lecz jeśli nie uda mu się go w 100% zrealizować nadal może dostać zebrane pieniądze. Jeśli jednak stwierdzi, że kwota nie wystarczy na zrealizowanie zobowiązań wobec wpłacających bez problemu może je im zwrócić. Darczyńcy są chronieni podpisaną przez nich umową zobowiązującą projektodawcę do dostarczenia w terminie określonych nagród. Wszystko jasne i bezpieczne.

Dlatego grupa Beesfund zaprezentowała swoje najnowsze dziecko: OdpalProjekt.pl

OdpalProjekt.pl jest portalem crowdfundingowym pozwalającym na zbiórkę w formule „bierzesz ile zbierzesz”. Teraz możesz realizować swoje pomysły bez przeszkód. Jeśli nie uda Ci się osiągnąć celu, nie musisz się martwić, możesz wziąć zebrane środki i przystąpić do realizacji projektu.

Dlatego zachęcamy Was do odpalania swoich akcji!

Użyteczne narzędzia dla Crowdfunderów

Prowadzenie kampanii crowdfundingowej to proces ciągłej komunikacji ze społecznością. Nasz sukces zależy od tego co i jak przekażemy jak największej liczbie osób. Dlatego ważne jest, żebyśmy mieli do tego jak najlepsze narzędzia.

W świecie Web 2.0 to użytkownicy są głównym dostarczycielem treści, powstaje więc co raz więcej platform do jej przekazywania. Serwisy społecznościowe, platformy blogerskie, fora internetowe to tylko niektóre opcje, które oferuje nam sieć. Co jednak jest niezbędne do przeprowadzenia akcji crowdfundingowej, a co może być tylko dodatkiem?

Media społecznościowe

Ciężko wyobrazić sobie dobrą kampanię Crowdfundingową bez mediów społecznościowych. Oto kilka podstawowych platform, z których powinniście korzystać.

W Polsce jest ponad 12 mln aktywnych użytkowników Facebooka, z czego większość poniżej 33 roku życia. To Facebook jest dziś podstawowym narzędziem pozwalającym na rozpowszechnienie swojego pomysłu, zebranie fanów i komunikację z sympatykami. Dzięki integracji z innymi platformami i serwisami za pomocą jednego kliknięcia możemy dzielić się treścią z użytkownikami innych serwisów.

Twitterowi w Polsce daleko do takiej popularności jak na zachodzie. O ile na świecie jest ponad 250 mln użytkowników, to w Polsce jest ich zaledwie 70 tysięcy. Jednak korzystają z niego bardzo często osoby, które są liderami opinii w wielu branżach, zwłaszcza w dziedzinie nowych technologii i mediów. Dzięki tej platformie mikroblogerskiej możemy wejść w interakcje z osobami, których zainteresowanie przyniesie nam wymierne korzyści.

W podobny sposób można korzystać z serwisu LinkedLin. Ten największy na świecie portal dla profesjonalistów pozwala nawiązać kontakt z osobami, które mogą nam pomóc dzięki swojemu doświadczeniu i kontaktom. Warto zastanowić się, kto z nich okaże się dla nas pomocny, a następnie rozpocząć współpracę.

Przygotowanie profilu

Profil akcji crowdfundingowej to wasza wizytówka. Od jego wyglądu zależy pierwsze wrażenie, jakie wywrzecie na wspierających.

W Internecie jest cała masa świetnych materiałów graficznych, które mogą pomóc wam zobrazować projekt. Serwisy takie Shutterstock dają dostęp do setek tysięcy zdjęć i obrazów. Niesety część z nich jest płatna, dlatego warto rozejrzeć się za darmowymi alternatywami. Dostęp do takich materiałów na licencji creative commons umożliwia wyszukiwarka CCSearch.

Jednak nic nie przemawia tak, jak film. Przygotujcie więc materiał i umieście go na jednym z serwisów jak Youtube czy Vimeo. Obydwa te serwisy oferują bardzo prostą opcjęwstawienia wideo na stronę www.

Promowanie akcji

Media społecznościowe to bardzo atrakcyjne narzędzie, jednak nic tak nie przemawia jak e-mail. Profesjonalną kampanię mailową pozwoli nam wysłać serwis MailChimp. Za darmo możemy przygotować mailing z ciekawą oprawą graficzną do 2000 użytkowników. Jeśli więc zgodnie z zasadami crowdfundingu zbierzemy najpierw jak największą bazę, dzięki MailChimpowi będziemy mogli zachęcać ich do poparcia naszego projektu lub informować o postępach.

Wzmocnienie efektu promocyjnego możemy osiągnąć też dzięki stronie Thunderclap. Thunderclap to aplikacja, która zbiera nasze wszystkie konta w mediach społecznościowych i za pomocą jednego kliknięcia udostępnia interesującą nas treść. W ten sposób bardzo szybko dzięki pomocy wąskiej grupy sympatyków możemy dotrzeć z naszym przekazem do szerokiego grona osób.

Jeśli chcemy opowiedzieć historię stojącą za naszym projektem możemy pomyśleć o założeniu bloga. System WorldPress to prosta metoda na blogowanie pozwalająca na daleko idącą personalizację. Możemy też podpiąć do niego wtyczki społecznościowe z np. Facebooka czy Twittera.

Monitorowanie Kampanii

Warto na bieżąco oceniać jakie nasze działania przynoszą efekty, a jakie okazują się stratą czasu. Dobrze sprawdzają się w tej roli narzędzia Google. Google Analytics to aplikacja monitorująca jak rozpowszechniają się tworzone przez nas treści. Warto wiedzieć kto wchodzi na nasze strony, skąd dowiadują się o projekcie czy kiedy możemy wygenerować największy ruch.

Jeśli chcecie wiedzieć gdzie i jak piszą o waszej akcji ustawcie koniecznie Google alerts. Dzięki temu będziecie otrzymywali codziennie powiadomienia o pojawieniu się interesujących Was tematów w Internecie.

Zarządzanie projektem ułatwi nam Basecamp. To aplikacja pozwalająca organizować nasz zespół, ustalać zadania do wykoniania i monitorować postęp. Dzięki temu nie pogubimy się w chaosie kampanii.

Istnieje jeszcze cała masa narzędzi, które mogą okazać się praktyczną pomocą w akcji crowdfundingowej. To, z czego będziecie korzystać zależy przede wszystkim od charakteru waszej społeczności. Jednak efektywne korzystanie z przedstawionych tu pomocy pozwoli zrealizować cel jaki zakładacie.

I ty możesz warzyć swoje piwo (dzięki crowdfundingowi)

W ostatnich latach bardzo intensywny rozwój przeżywa branża rzemieślniczego piwowarstwa. W samym tylko 2013 r., w Polsce zostało otwartych 21 nowych zakładów produkcji piwa. Polacy podążając za trendami z zachodu co raz chętniej świadomie wybierają to co piją i są skłonni płacić za jakościowy produkt. Szacuje się, że ok. 30 tys. naszych rodaków warzyło samodzielnie piwo w domu. Może więc warto na tym zarabiać?

Na zachodzie mikrobrowary od kilku ładnych lat świetnie wpisują się w gastronomiczny krajobraz. Co ciekawe, wiele nowych zakładów otwiera się dzięki crowdfundingowi. Dzięki wsparciu tłumu pasjonaci mogą przełożyć swoje hobby na realne zyski.

Finlandia słynie z restrykcyjnych przepisów dotyczących alkoholu. Nie tylko bardzo trudno o założenie własnego zakładu produkcyjnego, ale nawet sprzedaż jest ściśle kontrolowana. Wszystko co ma powyżej 4,7% może być sprzedawane tylko i wyłącznie w państwowych sklepach monopolowych. Dodatkowo państwo nakłada bardzo wysoką akcyzę, co winduję cenę alkoholu do wartości, które mogą przeciętnego Polaka przyprawić o zawrót głowy. Dlatego grupa przedsiębiorczych finów postanowiła zbudować swój browar w Estonii, finansując całe przedsięwzięcie przy pomocy crowdfundingu udziałowego. Dobry pomysł szybko poskutkował wymiernymi rezultatami. Sori Brewing, bo o nim mowa, już po pierwszym tygodniu zgromadził 100 tys. € z zakładanych 360 tys. Całą akcję udało im się zakończyć ze sporą nadwyżką zbierając blisko pół miliona euro.

Jednak te kwoty to marne grosze w porównaniu z tym, co udało się Szkotom z BrewDog. Ten całkiem spory, jak na realia browarnictwa rzemieślniczego browar także postanowił sięgnąć po wsparcie od niezależnych inwestorów. Założyli stronę „Equity for Punks” na której oferowali akcje swojej spółki. Udało im się pozyskać wsparcie od ponad 14 tys. akcjonariuszy na łączną kwotę 4,25 mln funtów, bijąc w ten sposób wszelkie rekordy crowdfundingu udziałowego. Dzięki temu BrewDog mógł pozwolić sobie na ekspansję bez obniżania jakości swojego produktu i dziś piwa tego producenta z Wysp jest szeroko dostępne na świecie.

Biznes browarniczy i crowdfunding idą ze sobą w parze nie tylko w przypadku samego warzenia piwa. Beer 52 to brytyjski klub smakoszy piwa. Klienci wykupują abonament i co miesiąc dostają specjalnie wybrany zestaw piw rzemieślniczych wybranych przez firmowych sommelierów. Pieniądze na swój własny biznes, podobnie jak w poprzednich przykładach, udało im się zebrać dzięki sprzedaży akcji swojej spółki drobnym inwestorom. Dzięki temu stali się największym w Wielkiej Brytanii klubem piwosza, dostarczającym najlepszej jakości browar do dziesiątek tysięcy klientów.

Jeśli więc lubicie piwo i chcielibyście związać z nim swoje zawodowe życie zastanówcie się nad skorzystaniem z crowdfundingu. Może więc pora zamienić swój mały tankofermentator z piwnicy na prawdziwy browar?

Dobry plan to podstawa

Crowdfunding stworzył nowe możliwości dla młodych przedsiębiorców. Nie musimy zaciągać wysokooprocentowanych kredytów w banku, przez co jeśli nasz biznes nie wypali nie martwimy się, że utoniemy w długach. Dzięki niemu możemy przetestować swój pomysł. Jeśli społeczność internautów postanowi nas wesprzeć, to mamy realną szansę na sukces. Jeśli nie, może nasz projekt nie był wcale taki genialny. Daje nam też możliwość zebrania pieniędzy zanim faktycznie zainwestujemy złotówkę, dzięki czemu ryzykujemy tylko stratą czasu, a nie finansów.

Jednak trzeba pamiętać, że te wszystkie niewątpliwe zalety nie mogą pozwolić nam zapomnieć o podstawach. Zbieranie środków to także ciężka praca i jeśli liczymy na sukces warto dobrze się do tego przygotować.

Dobry plan

Najważniejszą rzeczą, jaką musimy zrobić jest przygotowanie solidnego biznes planu. Choć działanie w branży start-up wydaje się kompletnie inne od tradycyjnego przedsiębiorstwa, to nic nie zastąpi solidnego planu działania. Po pierwsze musimy dokładnie oszacować wszelkie koszty i wydatki jakie będziemy ponosić podczas naszej działalności. Pozwoli nam to dobrze ustalić kwotę zbiórki. Warto też przygotować kilka wariantów – pesymistyczny, realistyczny i optymistyczny, dzięki czemu w razie jakichkolwiek kłopotów nie będziemy mieli problemów z realizacją naszych zobowiązań. Nie dajmy szumowi medialnemu zagłuszyć zdrowego rozsądku, życie nie toczy się tylko w Internecie. Dobry biznes plan pozwoli nam stanąć solidnie obiema nogami na ziemi.

Zbiórka fanów

Pomimo, że zbiórka odbywa się w Internecie i każdy człowiek, jeśli tylko zechce, może nas wesprzeć to trzeba pamiętać o żelaznej zasadzie crowdfundingu – najwięcej środków uda nam się zebrać wśród naszych przyjaciół, rodziny i sympatyków. Jeśli chcecie przekonać kogoś do dania wam swoich pieniędzy musicie ich przekonać i zdobyć zaufanie. Trzeba zbudować silną społeczność, która będzie pewna, że macie szanse na sukces, a wasz projekt jest wart zrealizowania. Dlatego na kilka miesięcy przed akcją warto zacząć zbierać fanów, przyjaciół, wspierających celebrytów, inwestorów. Jak najwcześniej zacznijcie nawiązywać z nimi relacje, i namawiajcie do wpłacania środków na waszą akcję. Crowdfunding nie ma racji bytu bez autentycznego crowdu.

Plan wykonania

Dobra, powiedzmy, że udało wam się zebrać waszą kasę. Ale teraz powstaje pytanie co z nią zrobić? Kluczowe jest wcześniejsze przygotowanie planu realizacji inwestycji. Kiedy zebrane środki trafią w wasze ręce musicie już doskonale wiedzieć na co je przeznaczycie. Nie ważne na czym opiera się wasz biznes, z całą pewnością będziecie potrzebowali pomocy podwykonawców – od dostawców sprzętu po firmy kurierskie. Dlatego im wcześniej poznacie rynek, wybierzecie najlepsze oferty i nawiążecie relacje, tym szybciej i sprawniej uda wam się dostarczyć produkt do rąk wspierających.

Co dalej?

W klasycznym modelu crowdfundingowym wspierającym za pomoc należą się nagrody. Ale skoro wasz pomysł okazał się sukcesem, to dlaczego nie zamienić tego w jeszcze większy biznes? Warto wtedy pomyśleć o crowdfundingu udziałowym. Udało wam się zebrać już społeczność i nabraliście doświadczenia w finansowaniu swojej działalności, warto więc założyć spółkę i zaproponować waszym sympatykom część udziałów. Dzięki temu poza satysfakcją i prezentem będą mogli realnie korzystać z rozwoju waszej firmy (a wiedzą już, że jesteście przedsiębiorczymi ludźmi i wasz pomysł chwycił) a wy możecie pozyskać realny kapitał na rozwój swojej działalności.

Świat crowdfundingu otwiera przed ludźmi wielkie możliwości, jeśli tylko będziemy umieli z nich korzystać mamy szanse na stworzenie czegoś wielkiego. Jednak należy pamiętać, że podstawą jest trzeźwa ocena sytuacji i ciężka praca. Połączenie potęgi tłumu, naszego talentu i solidnego przygotowania to recepta na sukces.