Rewolucja społecznościowa w finasach – equity crowdfunding. Rozmowa z Arkadiuszem Regiecem, prezesem zarządu Beesfund S.A.

okladka-akcjonariusz-2014-5-467

Dlaczego crowdfunding może odmienić rynek inwestycyjny w Polsce i na świecie? Na to pytanie odpowiada magazynowi „Akcjonariusz” prezes Beesfund S.A. – Arkadiusz Regiec.

Według niego crowdfunding może przywrócić pierwotną relację pomiędzy inwestorami a przedsiębiorcą. Ten trend już widać na zachodzie, gdzie udziałowe finansowanie staje się istotną częścią rynku.

Jednak zdaniem Regieca dopiero jesteśmy na etapie niemowlęcym. „To taki moment w którym patrzymy na samolot, który przeleciał 300 metrów i możemy skomentować to na dwa sposoby. To zabawka albo – Boże to działa!” – konkluduje.

Cały wywiad możecie przeczytać w internetowym wydaniu „Akcjonariusza” pod tym adresem.

Panorama Racławicka S.A.

Panorama Racławicka to żelazny element każdej wycieczki do Wrocławia. Monumentalne dzieło Jana Styki i Wojciecha Kossaka od 120 lat przyciąga tłumy widzów. Nie będziemy się rozwodzić nad jego wartością artystyczną, bo blog dotyczy crowdfundingu, dlatego opowiem Wam historię powstania Panoramy.

Ojcami obrazu było dwóch malarzy: Wojciech Kossak i Jan Styka. O ile ten pierwszy znany jest jako wybitny artysta, o tyle Styka miał opinie raczej solidnego rzemieślnika. Miał za to głowę do interesów. Wiedział, że monumentalna scena batalistyczna to prawdziwa żyła złota. Jednak by powstała potrzebował on równie monumentalnej sumy pieniędzy. Koszt samych materiałów to 15 tys. zł reńskich, nie mówiąc już o specjalnym budynku, który był trzy razy droższy. Do tego wynagrodzenie dla twórców, w tym Kossaka, który za współpracę zainkasował 20 tys. zł. Oczywiście Styka, tak jak znaczna większość artystów, nie mógł wyłożyć pieniędzy z własnej kieszeni. Tu z pomocą przyszedł mu crowdfunding.

Styka postanowił powołać spółkę akcyjną. Zyski z emisji akcji miały pokryć sfinansowanie przedsięwzięcia. Przygotował także solidny biznesplan, z którego wynikało, że jeśli dwieście tysięcy gości wykupi bilet o wartości jednej korony, to interes się zwróci, a akcjonariusze będą mogli zacząć inkasować zyski. Pomysł artysty się powiódł i wkrótce spółka powiększyła swoje grono akcjonariuszy o 72 kolejne osoby. Warto zwrócić uwagę, że nie był to klasyczny przykład mecenatu, a konkretna inwestycja. Dlatego akcje kupowali nie tylko bogaci arystokraci, ale także bankierzy szukający dobrego sposobu na ulokowanie kapitału.

I faktycznie zrobili genialny interes. Panoramę oglądali wszyscy, od chłopskich dzieci po cesarza Franciszka Józefa. W sumie ponad milion gości zostawiło tu swoje pieniądze w niecałe pół roku.

Z tej historii wynikają dwa bardzo ciekawe wnioski. Po pierwsze duet Kossak i Styka pokazał, że jeśli ma się dobry pomysł na biznes, to znajdziemy na niego kapitał. A crowdfunding poprzez sprzedaż akcji (jak w tym przypadku) jest prostą i skuteczną metodą poszukiwania inwestorów.

Drugi wniosek to fakt, że na sztuce można zarobić. Jeśli zaoferujemy interesującą propozycje to spokojnie znajdziemy widzów, którzy zostawią swoje pieniądze w kasie biletowej. Artyści nie są skazani na dotacje z ministerstwa by móc swobodnie tworzyć. Jeśli będą potrafili zbudować społeczność z powodzeniem mogą realizować swoje projekty dzięki crowdfundingowi.

Denver korzysta z siły społeczności

Mieszkańcy Denver, stolicy stanu Kolorado, mieli niesamowitą okazję zobaczyć jak dzięki crowdfundingowi mogą wpływać na rozwój swojego miasta. To wszystko dzięki burmistrzowi, który wpadł na pomysł emisji miejskich obligacji skierowanych wyłącznie do mieszkańców. Standardowo tego typu papiery dłużne trafiają do gigantycznych instytucji finansowych i są uważane za dobrą metodę pozyskiwania kapitału. Tym razem jednak nie chodziło tylko o pieniądze, ale o zaangażowanie społeczeństwa we wsparcie lokalnych projektów.

Pomysł okazał się na tyle dużym sukcesem, że obligacje o wartości 12 milionów $ sprzedano w zaledwie godzinę. Każda jednostka była warta 500$. Warto dodać, że do zakupu upoważnieni byli tylko mieszkańcy stanu Kolorado. W ofercie znalazły się dwa rodzaje papierów dłużnych. Pierwsze były oprocentowane na 50% w skali 9 lat, czyli na jednym papierze można było zarobić 250$. Termin zapadalności drugich to z kolei 14 lat, jednak tutaj zysk wynosił aż 100%.

Zysk jednak nie był jedyną motywacją to zainwestowania swoich pieniędzy. Miasto obiecało przeznaczyć zebrane w ten sposób środki na projekty społeczne. Wśród nich znalazły się m.in. rewitalizacja parku, wsparcie placówek kulturalnych oraz miejsc wypoczynku. Dzięki temu mieszkańcy Denver mogą naprawdę poczuć, że działają na rzecz miasta. Jak sami mówią, płacenie podatków nie daje poczucia uczestnictwa w tym procesie. Tutaj widać bezpośrednie połączenie pomiędzy działaniem i efektem jakie ono przynosi. Pozwala to integrować społeczność, oraz zachęcać do dalszej aktywnej działalności na rzecz lokalnego środowiska.

Jednak to nie pierwszy raz, kiedy władze Denver postanowiły skorzystać z siły społeczności. Już w roku 2007 przeprowadzono podobną akcję, jednak wtedy nie zastosowano potęgi Internetu. Mieszkańcy musieli ręcznie zgłaszać chęć zakupu obligacji, jednak nie powstrzymało ich to. W ciągu tygodnia udało się w ten sposób zebrać 8 milionów $. W ten sposób miastu udało się wypracować podwójny zysk: pozyskali kapitał, oraz wsparli wspólnotę.

Zaletą systemu zastosowanego w stolicy Kolorado jest łatwość z jaką można go wykorzystać w każdym innym mieście. Wyobraźmy sobie, że kupujemy obligacje Warszawy, dzięki którym odnawiamy praskie kamienice, albo odbudowujemy Pałac Saski. Nie dość, że możemy zarobić, to jeszcze działamy na rzecz ulepszenia życia w naszym otoczeniu.

źródło: nextcity.org

Dziel i korzystaj!

Nie jesteśmy w stanie korzystać ze wszystkich posiadanych przedmiotów i zdolności cały czas. Może to być kanapa w salonie, samochód, zdolności majsterkowania czy nawet wolny czas. Z punktu widzenia ekonomii są to niewykorzystane zasoby, które mogłyby pracować przynosząc nam korzyści. Co jeśli wolną kanapę wynajęlibyśmy na tydzień turystom, z samochodu pozwolili korzystać sąsiadom, naprawili szefowi pralkę a w wolnym czasie wyprowadzilibyśmy psy starszej pani? Jeśli w zamian za nasze usługi otrzymamy coś w zamian to czemu nie?

Na tym właśnie polega pomysł ekonomii współdzielonej. Oczywiście nie jest to nowy pomysł, od zarania dziejów, kiedy czegoś nam brakowało szliśmy do sąsiadów po pomoc. Jednak dziś w dobie powszechnego dostępu do Internetu ekonomia współdzielona może wejść na zupełnie nowy poziom. Jak to wygląda w rzeczywistości?

Ostatnio szerokim echem odbiło się wejście na polski rynek amerykańskiej firmy Uber. Ta powstała w 2009 roku firma stworzyła aplikacje, która rzuciła wyzwanie całej branży taksówkarskiej. Mechanizm działania jest prosty. Jeśli masz samochód i wolny czas apka pomaga ci znaleźć w okolicy osobę chętną na podwózkę. Wszystko jest następnie automatycznie rozliczane. Podróżujący może przemieszczać się taniej niż tradycyjnymi taksówkami, a kierowca ma szansę dorobić kilka dodatkowych dolarów w czasie, kiedy jego auto stałoby na parkingu.

Innym przykładem ekonomii współdzielonej jest serwis Airbnb. Oferujący wynajem mieszkań, pokoi lub nawet kawałka podłogi, na której można się przespać. Zamiast wynajmować hotel możesz wynająć kanapę na kilka dni. Pomysł ten zrodził się w głowach dwóch młodych bezrobotnych, ale niezwykle pomysłowych mieszkańców San Francisco. Kiedy okazało się, że nie stać ich na zapłacenie czynszu postanowili dorobić sobie wynajmując trzy dmuchane materace dla gości corocznej konferencji Amerykańskiego Stowarzyszenia Projektantów. Stworzyli w tym celu prostą stronę internetową, dzięki której w szybkim tempie znaleźli chętnych na przespanie się za cenę 70 $ za noc. Dziś Airbnb jest firmą wartą 10 mld $, która stanowi poważne zagrożenie dla branży hotelarskiej. Podobnie jak taksówkarze w przypadku Ubera, właściciele sieci hoteli prowadzą wszelkimi możliwymi sposobami kampanię, żeby utrzymać status quo.

Można się dzielić nie tylko mieszkaniami i samochodami, ale także swoimi zdolnościami. Służy do tego serwis TaskRabbit. Łączy on ludzi oferujących swoje zdolności, od sprzątania po strojenie fortepianów z potencjalnymi klientami. System nie tylko poleca najlepszych usługodawców, ale także ubezpiecza każdą transakcję oraz weryfikuje pod kątem niekaralności wszystkich użytkowników. Dzięki temu nie musimy się obawiać, kiedy zostawimy nasze mieszkanie pod czyjąś opieką.

Ale gospodarka współdzielona to także crowdfunding. Tak jak w poprzednich przypadkach platformy crowdfundingowe dają możliwość połączenia ludzi, którzy potrzebują pomocy z tymi, którzy mogą im jej udzielić.

Gospodarka współdzielona daje niesamowite możliwości. Wykorzystuje nie tylko potencjał drzemiący w ludziach, ale także ich życzliwość i zaufanie do innych. Same firmy z branży sharing economy oferują nam tylko platformę, która pozwala nam w pełni korzystać z kapitału społecznego. Dzięki temu nie stajemy twarzą w twarz z wielką korporacją, ale ze zwykłymi ludzmi, z którymi możemy ubić uczciwy interes. To, co zaprezentowaliśmy tu, to tylko mały wycinek potencjału gospodarki współdzielonej. Może ktoś z Was ma pomysł gdzie można jeszcze skorzystać z tego fenomenu?

Coolest – czyli jak przekuć porażkę w sukces

źródło: kickstarter

„Próbujesz. Przegrywasz. Trudno. Próbuj jeszcze raz. Przegraj jeszcze raz. Przegraj lepiej”- Samuel Beckett

Co powstanie ze skrzyżowania lodówki, blendera i głośników? Brzmi jak początek czerstwego dowcipu, ale to przepis na zarobienie 10 milionów dolarów. To właśnie zrobił Ryan Grepper – twórca Coolest. Jego projekt jest obecnie posiadaczem tytułu rekordzisty w wysokości zebranych środków. Jednak Coolest nie był sukcesem od samego początku.

Obecna zbiórka jest drugą próbą ufundowania zwariowanej lodówki. Pół roku wcześniej Ryan wystartował z tym samym projektem na portalu, jednak udało mu się zebrać jedynie 100 000$ z planowanych 125 000$. W efekcie autor został z niczym, jednak nie poddał się. Zastanowił się nad popełnionymi błędami oraz lepiej przygotował się do akcji.

Poprawił design swojego projektu, zebrał większą społeczność przed akcją, nastawił się na sprzedaż w sezonie letnim. Dzięki temu właśnie udało mu się zebrać 10 mln $.

Przypadek Ryana Greppera pokazuje, że jeśli wierzymy w swój projekt to nie warto się poddawać. Każda porażka czegoś nas uczy i warto te nauki wprowadzać w życie. Z każdą próbą nasz projekt może być co raz lepszy, aż w końcu trafimy w gust społeczności. Najgorsze co możemy zrobić, to pozwolić, by nasza cała praca poszła na marne.

Dlatego nawet jeśli wasza kampania nie okazała się sukcesem, to nie wrzucajcie waszego projektu do szuflady, ale zadajcie sobie pytania: gdzie popełniliście błędy? Co mogliście poprawić? Czy wystarczająco mocno zaangażowaliście się w kampanię? Może następna próba okaże się sukcesem?Próbujcie dalej!

Jednak z historii Coolest płynie jeszcze jeden morał. Gdyby autor zbierał środki w modelu „bierzesz ile zbierzesz” jego projekt prawdopodobnie mógłby odnieść sukces za pierwszym razem. Przy odpowiednim ograniczeniu kosztów pierwszy lodówko-blendero—głośnik mógłby trafić do nas już w zeszłym roku.

Dwunasty zawodnik

źródło: blog.crowdtilt.com

Sportowcy to dla wielu bohaterowie i wzorce naśladowania. Choć sport często dzieli kibiców i drużyny to jednak to, co łączy ich wszystkich to pasja, marzenia i pragnienie zwycięstwa. Wspólnie walczą o zwycięstwa i przeżywają porażki. Jednak o tym kto stanie na podium a kto będzie oglądał ich plecy nie decyduje wyłącznie wola walki. Sport wyczynowy łączy się z wielkimi nakładami finansowymi. To one często decydują o przyszłości sportowca i niestety determinują rozwój jego kariery. Kiedy siła marzeń nie wystarcza zawsze można liczyć na siłę tłumu.

W ostatnich latach wielu sportowców zgłosiło się do swoich kibiców z prośbą o wsparcie finansowe. Młody amerykański narciarz pochodzenia greckiego, który mimo wielu dotychczasowych sukcesów nie został objęty jeszcze przez drużynę amerykańską pełnym finansowaniem, zdecydował się poszukać finansowania w inny sposób.. W wielu 19 lat poprosił kibiców o wsparcie tak aby mógł kontynuować zagraniczne wyjazdy oraz treningi. Zebrał 24 tysiące dolarów od 80 osób, którzy w zamian otrzymali w zależności od wpłat czapki, kurtki a nawet narty.

Oczywiście był to dla niego duży sukces, jednak nie może mierzyć się z flagowym przykładem crowdfundingu w sporcie: sfinansowania wyjazdu jamajskich bobsleistów na tegoroczne Igrzyska Olimpijskie w Sochi. Para bobsleistów zebrała 130 tysięcy dolarów co pozwoliło im na opłacenie treningów, kupno strojów i sprzętu i finalnie uczestnicwo w Olimpiadzie. Podczas dwóch pierwszych dni kampanii udało się zebrać 25 tysięcy dolarów.

Olimpiada w Sochi stała się spełnieniem marzeń dzięki crowdfundingowi również dla kilku innych sportowców, między innym brytyjskich narciarzy biegowych czyi kanadyjskiej biatlonistki Megan Imrie, która na międzynarodowej platformie zorientowanej właśnie na sport zebrała 10 tysięcy dolarów.

W Polsce już kilku sportowców skorzystało już z platform crowdfundingowych a ich kampanie zakończyły się sukcesem. Aktualnie kibicujemy projektowi orgazniacji zawodów w Rugby na wózkach ,,Riders Cup 2014”

Wygląda na to, rzeczywiście, że warto korzystać z siły finansowania społecznościowego, teraz to nie red bull, ale crowdfunding doda ci skrzydeł.

Anna Szlezinger

Nowatorski crowdfunding?

Kilka dni temu prezentowaliśmy Wam wyniki badań na temat znajomości pojęcia crowdfundingu. Wynikało z nich, że tylko 1/3 polskich internautów wie czym jest finansowanie społecznościowe. Można oczywiście powiedzieć, że słaba znajomość wynika z młodości crowdfundingu. Czy aby na pewno?

Słowo „crowdfunding” zostało użyte po raz pierwszy faktycznie stosunkowo niedawno, bo w roku 2006. Odnosiło się do mechanizmu finansowania platformy służącej do tworzenia wideoblogów. Jednak sam crowdfunding jest znacznie starszy. Jego historia sięga momentu, kiedy to pierwszy przedsiębiorczy człowiek nie mając kapitału postanowił zwrócić się do społeczności o pomoc. Oto kilka przykładów z historii, o których nie mieliście pojęcia.

W 1713 roku angielski poeta Alexander Pope postanowił przetłumaczyć na swój ojczysty język „Iliadę” Homera. Jednak 15693 wierszy to sporo roboty, a Pope musiał z czegoś przecież żyć. Postanowił więc zwrócić się do swoich sympatyków, czytelników i przyjaciół o wsparcie, w zamian za które obiecał umieścić imię wspierającego w wydanej książce. Pomysł okazał się sukcesem i ponad 750 osób postanowiło podarować pisarzowi całkiem pokaźną sumę 2 gwinei za możliwość pochwalenia się dedykacją na wstępie do świeżo wydanej Iliady.

Parę lat później ideę Pope’a postanowił rozwinąć niemiecki pisarz Friedrich Klopstock. W jego przypadku możemy mówić o pierwszym udokumentowanych wykorzystaniu crowdfundingu w modelu przedsprzedaży. Klopstock wpadł na pomysł sprzedaży swojej nowej książki Gelehrtenrepublik (republika uczonych) w obawie przed zbyt małym zainteresowaniem niszową pozycją. O ile finansowo projekt się udał, o tyle reakcja kupujących była już mniej pozytywna. Gelehrtenrepublik okazał się być kompletnym gniotem do tego stopnia, że za dobry żart uważano wręczenie jej komuś w prezencie.

Statuę Wolności rozpoznają wszyscy, jednak tylko nieliczni potrafią ją skojarzyć z crowdfundingiem. A to właśnie dzięki niemu może ona stać tam, gdzie stoi. Ten mało poręczny prezent Stany Zjednoczone otrzymały w ramach upamiętnienia ich przyjaźni z Francuzami w 1884 roku. Jednak jak to z nieporęcznymi prezentami bywa nie miały za bardzo gdzie go postawić. Dlatego Joseph Pulitzer (ten od słynnej nagrody dla dziennikarzy) postanowił zorganizować ogólnonarodową zbiórkę na budowę wielkiego cokołu, na którym mogłaby stanąć statua rzymskiej bogini. W zamian za drobne wpłaty fundatorzy mogli otrzymać miniaturki posągu. Ponad 120 tys. amerykanów kierowanych patriotycznym uniesieniem postanowiło wesprzeć projekt zbierając 102 tys. $ – wynik całkiem niezły nawet jak na dzisiejsze realia. Dzięki temu już dwa lata później nastąpiło odsłonięcie najsłynniejszego symbolu crowdfundingu.

Jednak swój pełen potencjał crowdfunding osiągnął dopiero z nadejściem ery Internetu. Pierwszą akcją zbiórki społecznościowej w takiej formie jaką znamy ją dziś z popularnych serwisów przeprowadził brytyjski zespół rockowy Marillion w roku 1997. By ufundować swoje tourne po Stanach Zjednoczonych postanowili sprzedawać bilety na koncerty ze znacznym wyprzedzeniem, co pozwoliło im zebrać 60 tys. $. To imponujący wynik, biorąc pod uwagę, że był to okres królowania modemów, a wszechobecny dostęp do szerokopasmowego Internetu był historią rodem z science fiction.

Tak więc jeśli będziecie komuś opowiadać o crowdfundingu, jednak wasz rozmówca będzie podchodził sceptycznie do tematu, powiedzcie mu, że to właśnie dzięki finansowaniu społecznościowemu mamy tłumaczenie „Iliady” oraz najbardziej znany pomnik świata.

źródła:
Kickstarter
MediumDifficulty
SocialMediaWeek

Crowdfunderzy budują miasta

Crowdfunding to finansowanie nie tylko gier komputerowych, filmów, książek i płyt. Coraz więcej start-upów zaczyna właśnie od finansowania społecznościowego a inwestorzy szukają okazji na platformach crowdfundingu udziałowego. „Tłum” jednak dba też o przestrzeń miejską i jest gotowy wspierać pomysły ciekawe, innowacyjne a przede wszystkim dostępne do użytkowania dla każdego. Oto projekty, których autorzy zdecydowali się skorzystać z siły społeczności.

W 2012 roku zakończyła się kampania finansowania społecznego projektu basenu na East River w Nowym Yorku. Był on przedstawiony jako pierwszy na świecie basen z filtrowaną wodą unoszący się na rzece. Wydaje się, że ten nieco szalony ale bardzo kuszący pomysł przekonał mieszkańców Nowego Yorku, którzy w liczbie ponad 4,5 tysiąca wsparli projekt. Zebrane w przeciągu tygodnia 41 tysięcy dolarów wykorzystano na wstępne testy systemu filtrowania wody a duże zainteresowanie mieszkańców przyciągnęło kolejnych inwestorów. Twórcy projektu (PlusPool skupili się na użyteczności tej realizacji dla miasta i mieszkańców, którzy pomimo bliskości rzeki, nie mogli korzystać z jej uroków. Czy nie brzmi to znajomo?. Realizacja basenu PlusPool (www.pluspool.org) której koszt wyniesie 15 milionów $ przewidziana jest na rok 2015.

źródło http://www.pluspool.org/pool/#design

Kolejnym innowacyjnym projektem związanym z przestrzenią miejską i crowdfundingiem jest podziemny park w Nowym Yorku, na którego realizacje zebrano ponad 155 tysięcy dolarów dzięki wsparciu ponad 3 tysięcy osób. LowLine, którego kampania zakończyła się w 2012 roku to projekt stworzenia parku na terenie porzuconego terminalu. Reklamowany jako pierwszy na świecie podziemny park, innowacyjna przestrzeń publiczna ma wykorzystywać specjalnie stworzoną optyczną technologię aby zgromadzić światło słoneczne, skoncentrować je a następnie sprowadzić do podziemnego parku (więcej na

źródło http://www.thelowline.org/

Wielkim przedsięwzięciem będzie najwyższy (240-sto metrowy) mieszkalno-komercyjny wieżowiec w Kolumbii: BD Bacata. Grupa FiDii zdecydowała się spróbować wykorzystać potencjał crowdfundingu w jego realizacji. Mając już doświadczenie w prowadzeniu kampanii (wcześniej finansowali w ten sposób m.in kluby i hotele) dużą wagę przywiązali do promowania projektu co zaowocowało liczbą 3 800 wpłat od ”zwykłych” inwestorów nazywanych w kampaniach reklamowych ,,famous common people” (zwyczajni sławni ludzie). Wieżowiec, oferując przestrzeń biurową, apartamenty oraz 364 pokoje hotelowe będzie w całości sfinansowany poprzez crowdfunding a koszt realizacji projektu wyniesie 170 milionów dolarów. Crowdfunderzy w zamian za wpłatę otrzymali udziały w budynku.

źródło http://inhabitat.com/worlds-largest-crowdfunding-campaign-makes-columbias-tallest-building-bd-bacata-a-shimmering-reality/

Projektem dotyczącym przestrzeni miejskiej jest trasa spacerowa ,,Line” w Londynie, która ma na celu połączyć dwie części wschodniego Londynu tym samym umożliwiając korzystanie z uroków przyrody. Połączenie natury z instalacją 30 rzeźb na trasie ,,Line” przyciągnęło 284 osoby, które zebrały jednak ponad 140 tysięcy funtów.
Kolejne projekty to między innymi ośmiopiętrowa biblioteka w Californi, ścieżka pieszo-rowerowa w Memphis, choć różnią się zebranymi kwotami: od 5 tysięcy do 240 tysięcy dolarów, to łączy je jeden podstawowy fakt: zostały zrealizowane poprzez crowdfunding.

W Polsce powstaje coraz więcej ciekawych projektów, które łączą innowacyjność z chęcią zapewnienia mieszkańcom wyższej jakości życia. Wydaje nam się, że właśnie przyszedł czas, aby któryś z nich został sfinansowany przez crowdfunding.

Anna Szlezinger

Co Polacy wiedzą o Crowdfundingu?

Kickstarter, zegarek Pebble, Veronica Mars Movie Project, crowdsourcing, to wszystko hasła, które często pojawiają się w rozmowach, artykułach, dyskusjach. Wydaje się więc, że również crowdfunding wkradł się do naszego codziennego życia i zadomowił na dobre. Czy potwierdzają to jednak liczby? Aby odpowiedzieć na to pytanie, spójrzmy na wyniki badań sprawdzających świadomość Polaków czym jest crowdfunding.

W badaniu uczestniczyły 523 osoby, które wypełniły ankiety składające się z 14 pytań. Pozwoliły one ustalić płeć, wiek, wykształcenie a następnie poznać nastawienie badanych do crowdfundingu. Uczestnikami byli głównie młodzi studenci z dużych miast, ze względu na specyfikę rozsyłania ankiet: poprzez sieci społecznościowe pośród znajomych. Jednak niekoniecznie jest to minus badania, ponieważ to właśnie te osoby, młode pokolenie korzystające z Internetu jest grupą, dzięki której crowdfunding może okazać się sukcesem. Dlatego też, badając ich opinie możemy bezpośrednio obserwować, jakie szanse w polskiej rzeczywistości ma crowdfunding.

Wyniki są dosyć zaskakujące: jedynie 29 % badanych znała pojęcie crowdfundingu. Okazało się, że świadomość czym jest crowdfunding jest zależna od płci: 74% kobiet nie wie czym jest crowdfunding w stosunku do 61% mężczyzn.

Płeć a świadomość czym jest crowdfunding


W badaniu zostało sprawdzone jak wykształcenie wpływa na wiedzę o crowdfundingu. Okazało się, że osoby bez wyższego wykształcenia nie mają niższych wyników od studentów studiujących w Polsce. Różnica pojawiła się jednak w przypadku studentów zbierających doświadczenie nie tylko w Polsce ale również zagranicą. Dla 65 % spośród nich crowdfunding nie był pojęciem obcym. Może wynikać to z faktu dużej popularności crowdfundingu w innych krajach lub bardziej praktycznego podejścia do studiów.

W dalszej części ankiety badani dowiadywali się czym jest crowdfunding tak aby mogli odpowiedzieć na kolejne pytania dotyczące chęci inwestowania lub korzystania z platform w celu sfinansowania swojego startupu. Te wyniki wyglądają zdecydowanie bardziej optymistycznie:

  • 56 % badanych chętnie skorzystałoby z platformy crowdfundingowej w celu zebrania funduszy
  • 66 % byłaby zainteresowana inwestycją w crowdfunding udziałowy

Badania udowodniły, że ludzie są chętni do działania i społecznej kontrybucji:

  • 71 % badanych uczestniczyło w procesie crowdsourcingu poprzez współtworzenie haseł na wikipedii, tworzenia recenzji itd. Spośród nich znakomita większość deklaruje chęć uczestnictwa w crowdfundingu co tylko udowadnia siłę społecznych motywacji.

Okazuje się, że Polacy o crowdfundingu wiedzą niewiele. Czy powinniśmy się tym martwić? Przeciwnie! Badania pokazują, że internauci są chętni do działania, otwarci, gotowi do podejmowania nowych wyzwań I stanowią ogromny potencjał. Wygląda więc na to, że ,,tłum” już niedługo będzie jeszcze liczniejszy.

Niemcy – piwo, samochody i inwestorzy

Gospodarka naszych zachodnich sąsiadów, stawiana przez wielu za wzór, zawdzięcza swoją siłę pewnym przemyślanym ruchom z zakresu polityki gospodarczej. Przede wszystkim chodzi o liberalizację rynku pracy, który pozwalał na wzrost wydajności w tempie szybszym niż wzrost wynagrodzeń. Ma to jeszcze jeden jakże istotny skutek dla rynku kapitałowego.

Skutkiem opisanej wyżej polityki gospodarczej było stworzenie warunków stałej słabości popytu wewnętrznego Niemiec, ale jednocześnie czynników sprzyjających gromadzeniu oszczędności przez przedsiębiorstwa. W związku z tym RFN jest głównym pożyczkodawcą dla całej Unii Europejskiej. Świadczą o tym dane statystyczne dostarczone przez Eurostat: podczas gdy oszczędności w Polsce sięgały w 2012 roku 17,4% naszego PKB, oszczędności Niemców wynosiły 22,3% ich PKB. Jest to 40% więcej w wartościach względnych. W wartościach bezwzględnych to dziesięciokrotnie więcej.

Źródło: opracowanie własne na podstawie danych Eurostatu.

Podobnie sprawa wygląda, gdy spojrzymy na wielkość luki kapitałowej w obu krajach. W Polsce według różnych szacunków wynosi kilkadziesiąt miliardów złotych. W Niemczech, według ankiet Europejskiego Banku Centralnego, luki… nie ma. Dzieje się tak ze względu na nadwyżkę oszczędności. Obniża to stopy procentowe, które warunkują koszt kapitału i czyni go dostępnym dla dużej części podmiotów gospodarczych.

Rynek niemiecki staje się więc bardzo atrakcyjnym potencjalnym źródłem kapitału – nie tylko dla banków. Inwestorzy w warunkach niskich stóp procentowych chętnie szukają alternatywnych inwestycji przynoszących wyższy zwrot na zainwestowanym kapitale. Warunki idealne dla crowdfundingu.