Panorama Racławicka S.A.

Panorama Racławicka to żelazny element każdej wycieczki do Wrocławia. Monumentalne dzieło Jana Styki i Wojciecha Kossaka od 120 lat przyciąga tłumy widzów. Nie będziemy się rozwodzić nad jego wartością artystyczną, bo blog dotyczy crowdfundingu, dlatego opowiem Wam historię powstania Panoramy.

Ojcami obrazu było dwóch malarzy: Wojciech Kossak i Jan Styka. O ile ten pierwszy znany jest jako wybitny artysta, o tyle Styka miał opinie raczej solidnego rzemieślnika. Miał za to głowę do interesów. Wiedział, że monumentalna scena batalistyczna to prawdziwa żyła złota. Jednak by powstała potrzebował on równie monumentalnej sumy pieniędzy. Koszt samych materiałów to 15 tys. zł reńskich, nie mówiąc już o specjalnym budynku, który był trzy razy droższy. Do tego wynagrodzenie dla twórców, w tym Kossaka, który za współpracę zainkasował 20 tys. zł. Oczywiście Styka, tak jak znaczna większość artystów, nie mógł wyłożyć pieniędzy z własnej kieszeni. Tu z pomocą przyszedł mu crowdfunding.

Styka postanowił powołać spółkę akcyjną. Zyski z emisji akcji miały pokryć sfinansowanie przedsięwzięcia. Przygotował także solidny biznesplan, z którego wynikało, że jeśli dwieście tysięcy gości wykupi bilet o wartości jednej korony, to interes się zwróci, a akcjonariusze będą mogli zacząć inkasować zyski. Pomysł artysty się powiódł i wkrótce spółka powiększyła swoje grono akcjonariuszy o 72 kolejne osoby. Warto zwrócić uwagę, że nie był to klasyczny przykład mecenatu, a konkretna inwestycja. Dlatego akcje kupowali nie tylko bogaci arystokraci, ale także bankierzy szukający dobrego sposobu na ulokowanie kapitału.

I faktycznie zrobili genialny interes. Panoramę oglądali wszyscy, od chłopskich dzieci po cesarza Franciszka Józefa. W sumie ponad milion gości zostawiło tu swoje pieniądze w niecałe pół roku.

Z tej historii wynikają dwa bardzo ciekawe wnioski. Po pierwsze duet Kossak i Styka pokazał, że jeśli ma się dobry pomysł na biznes, to znajdziemy na niego kapitał. A crowdfunding poprzez sprzedaż akcji (jak w tym przypadku) jest prostą i skuteczną metodą poszukiwania inwestorów.

Drugi wniosek to fakt, że na sztuce można zarobić. Jeśli zaoferujemy interesującą propozycje to spokojnie znajdziemy widzów, którzy zostawią swoje pieniądze w kasie biletowej. Artyści nie są skazani na dotacje z ministerstwa by móc swobodnie tworzyć. Jeśli będą potrafili zbudować społeczność z powodzeniem mogą realizować swoje projekty dzięki crowdfundingowi.

Denver korzysta z siły społeczności

Mieszkańcy Denver, stolicy stanu Kolorado, mieli niesamowitą okazję zobaczyć jak dzięki crowdfundingowi mogą wpływać na rozwój swojego miasta. To wszystko dzięki burmistrzowi, który wpadł na pomysł emisji miejskich obligacji skierowanych wyłącznie do mieszkańców. Standardowo tego typu papiery dłużne trafiają do gigantycznych instytucji finansowych i są uważane za dobrą metodę pozyskiwania kapitału. Tym razem jednak nie chodziło tylko o pieniądze, ale o zaangażowanie społeczeństwa we wsparcie lokalnych projektów.

Pomysł okazał się na tyle dużym sukcesem, że obligacje o wartości 12 milionów $ sprzedano w zaledwie godzinę. Każda jednostka była warta 500$. Warto dodać, że do zakupu upoważnieni byli tylko mieszkańcy stanu Kolorado. W ofercie znalazły się dwa rodzaje papierów dłużnych. Pierwsze były oprocentowane na 50% w skali 9 lat, czyli na jednym papierze można było zarobić 250$. Termin zapadalności drugich to z kolei 14 lat, jednak tutaj zysk wynosił aż 100%.

Zysk jednak nie był jedyną motywacją to zainwestowania swoich pieniędzy. Miasto obiecało przeznaczyć zebrane w ten sposób środki na projekty społeczne. Wśród nich znalazły się m.in. rewitalizacja parku, wsparcie placówek kulturalnych oraz miejsc wypoczynku. Dzięki temu mieszkańcy Denver mogą naprawdę poczuć, że działają na rzecz miasta. Jak sami mówią, płacenie podatków nie daje poczucia uczestnictwa w tym procesie. Tutaj widać bezpośrednie połączenie pomiędzy działaniem i efektem jakie ono przynosi. Pozwala to integrować społeczność, oraz zachęcać do dalszej aktywnej działalności na rzecz lokalnego środowiska.

Jednak to nie pierwszy raz, kiedy władze Denver postanowiły skorzystać z siły społeczności. Już w roku 2007 przeprowadzono podobną akcję, jednak wtedy nie zastosowano potęgi Internetu. Mieszkańcy musieli ręcznie zgłaszać chęć zakupu obligacji, jednak nie powstrzymało ich to. W ciągu tygodnia udało się w ten sposób zebrać 8 milionów $. W ten sposób miastu udało się wypracować podwójny zysk: pozyskali kapitał, oraz wsparli wspólnotę.

Zaletą systemu zastosowanego w stolicy Kolorado jest łatwość z jaką można go wykorzystać w każdym innym mieście. Wyobraźmy sobie, że kupujemy obligacje Warszawy, dzięki którym odnawiamy praskie kamienice, albo odbudowujemy Pałac Saski. Nie dość, że możemy zarobić, to jeszcze działamy na rzecz ulepszenia życia w naszym otoczeniu.

źródło: nextcity.org

Coolest – czyli jak przekuć porażkę w sukces

źródło: kickstarter

„Próbujesz. Przegrywasz. Trudno. Próbuj jeszcze raz. Przegraj jeszcze raz. Przegraj lepiej”- Samuel Beckett

Co powstanie ze skrzyżowania lodówki, blendera i głośników? Brzmi jak początek czerstwego dowcipu, ale to przepis na zarobienie 10 milionów dolarów. To właśnie zrobił Ryan Grepper – twórca Coolest. Jego projekt jest obecnie posiadaczem tytułu rekordzisty w wysokości zebranych środków. Jednak Coolest nie był sukcesem od samego początku.

Obecna zbiórka jest drugą próbą ufundowania zwariowanej lodówki. Pół roku wcześniej Ryan wystartował z tym samym projektem na portalu, jednak udało mu się zebrać jedynie 100 000$ z planowanych 125 000$. W efekcie autor został z niczym, jednak nie poddał się. Zastanowił się nad popełnionymi błędami oraz lepiej przygotował się do akcji.

Poprawił design swojego projektu, zebrał większą społeczność przed akcją, nastawił się na sprzedaż w sezonie letnim. Dzięki temu właśnie udało mu się zebrać 10 mln $.

Przypadek Ryana Greppera pokazuje, że jeśli wierzymy w swój projekt to nie warto się poddawać. Każda porażka czegoś nas uczy i warto te nauki wprowadzać w życie. Z każdą próbą nasz projekt może być co raz lepszy, aż w końcu trafimy w gust społeczności. Najgorsze co możemy zrobić, to pozwolić, by nasza cała praca poszła na marne.

Dlatego nawet jeśli wasza kampania nie okazała się sukcesem, to nie wrzucajcie waszego projektu do szuflady, ale zadajcie sobie pytania: gdzie popełniliście błędy? Co mogliście poprawić? Czy wystarczająco mocno zaangażowaliście się w kampanię? Może następna próba okaże się sukcesem?Próbujcie dalej!

Jednak z historii Coolest płynie jeszcze jeden morał. Gdyby autor zbierał środki w modelu „bierzesz ile zbierzesz” jego projekt prawdopodobnie mógłby odnieść sukces za pierwszym razem. Przy odpowiednim ograniczeniu kosztów pierwszy lodówko-blendero—głośnik mógłby trafić do nas już w zeszłym roku.

Dwunasty zawodnik

źródło: blog.crowdtilt.com

Sportowcy to dla wielu bohaterowie i wzorce naśladowania. Choć sport często dzieli kibiców i drużyny to jednak to, co łączy ich wszystkich to pasja, marzenia i pragnienie zwycięstwa. Wspólnie walczą o zwycięstwa i przeżywają porażki. Jednak o tym kto stanie na podium a kto będzie oglądał ich plecy nie decyduje wyłącznie wola walki. Sport wyczynowy łączy się z wielkimi nakładami finansowymi. To one często decydują o przyszłości sportowca i niestety determinują rozwój jego kariery. Kiedy siła marzeń nie wystarcza zawsze można liczyć na siłę tłumu.

W ostatnich latach wielu sportowców zgłosiło się do swoich kibiców z prośbą o wsparcie finansowe. Młody amerykański narciarz pochodzenia greckiego, który mimo wielu dotychczasowych sukcesów nie został objęty jeszcze przez drużynę amerykańską pełnym finansowaniem, zdecydował się poszukać finansowania w inny sposób.. W wielu 19 lat poprosił kibiców o wsparcie tak aby mógł kontynuować zagraniczne wyjazdy oraz treningi. Zebrał 24 tysiące dolarów od 80 osób, którzy w zamian otrzymali w zależności od wpłat czapki, kurtki a nawet narty.

Oczywiście był to dla niego duży sukces, jednak nie może mierzyć się z flagowym przykładem crowdfundingu w sporcie: sfinansowania wyjazdu jamajskich bobsleistów na tegoroczne Igrzyska Olimpijskie w Sochi. Para bobsleistów zebrała 130 tysięcy dolarów co pozwoliło im na opłacenie treningów, kupno strojów i sprzętu i finalnie uczestnicwo w Olimpiadzie. Podczas dwóch pierwszych dni kampanii udało się zebrać 25 tysięcy dolarów.

Olimpiada w Sochi stała się spełnieniem marzeń dzięki crowdfundingowi również dla kilku innych sportowców, między innym brytyjskich narciarzy biegowych czyi kanadyjskiej biatlonistki Megan Imrie, która na międzynarodowej platformie zorientowanej właśnie na sport zebrała 10 tysięcy dolarów.

W Polsce już kilku sportowców skorzystało już z platform crowdfundingowych a ich kampanie zakończyły się sukcesem. Aktualnie kibicujemy projektowi orgazniacji zawodów w Rugby na wózkach ,,Riders Cup 2014”

Wygląda na to, rzeczywiście, że warto korzystać z siły finansowania społecznościowego, teraz to nie red bull, ale crowdfunding doda ci skrzydeł.

Anna Szlezinger

Nowatorski crowdfunding?

Kilka dni temu prezentowaliśmy Wam wyniki badań na temat znajomości pojęcia crowdfundingu. Wynikało z nich, że tylko 1/3 polskich internautów wie czym jest finansowanie społecznościowe. Można oczywiście powiedzieć, że słaba znajomość wynika z młodości crowdfundingu. Czy aby na pewno?

Słowo „crowdfunding” zostało użyte po raz pierwszy faktycznie stosunkowo niedawno, bo w roku 2006. Odnosiło się do mechanizmu finansowania platformy służącej do tworzenia wideoblogów. Jednak sam crowdfunding jest znacznie starszy. Jego historia sięga momentu, kiedy to pierwszy przedsiębiorczy człowiek nie mając kapitału postanowił zwrócić się do społeczności o pomoc. Oto kilka przykładów z historii, o których nie mieliście pojęcia.

W 1713 roku angielski poeta Alexander Pope postanowił przetłumaczyć na swój ojczysty język „Iliadę” Homera. Jednak 15693 wierszy to sporo roboty, a Pope musiał z czegoś przecież żyć. Postanowił więc zwrócić się do swoich sympatyków, czytelników i przyjaciół o wsparcie, w zamian za które obiecał umieścić imię wspierającego w wydanej książce. Pomysł okazał się sukcesem i ponad 750 osób postanowiło podarować pisarzowi całkiem pokaźną sumę 2 gwinei za możliwość pochwalenia się dedykacją na wstępie do świeżo wydanej Iliady.

Parę lat później ideę Pope’a postanowił rozwinąć niemiecki pisarz Friedrich Klopstock. W jego przypadku możemy mówić o pierwszym udokumentowanych wykorzystaniu crowdfundingu w modelu przedsprzedaży. Klopstock wpadł na pomysł sprzedaży swojej nowej książki Gelehrtenrepublik (republika uczonych) w obawie przed zbyt małym zainteresowaniem niszową pozycją. O ile finansowo projekt się udał, o tyle reakcja kupujących była już mniej pozytywna. Gelehrtenrepublik okazał się być kompletnym gniotem do tego stopnia, że za dobry żart uważano wręczenie jej komuś w prezencie.

Statuę Wolności rozpoznają wszyscy, jednak tylko nieliczni potrafią ją skojarzyć z crowdfundingiem. A to właśnie dzięki niemu może ona stać tam, gdzie stoi. Ten mało poręczny prezent Stany Zjednoczone otrzymały w ramach upamiętnienia ich przyjaźni z Francuzami w 1884 roku. Jednak jak to z nieporęcznymi prezentami bywa nie miały za bardzo gdzie go postawić. Dlatego Joseph Pulitzer (ten od słynnej nagrody dla dziennikarzy) postanowił zorganizować ogólnonarodową zbiórkę na budowę wielkiego cokołu, na którym mogłaby stanąć statua rzymskiej bogini. W zamian za drobne wpłaty fundatorzy mogli otrzymać miniaturki posągu. Ponad 120 tys. amerykanów kierowanych patriotycznym uniesieniem postanowiło wesprzeć projekt zbierając 102 tys. $ – wynik całkiem niezły nawet jak na dzisiejsze realia. Dzięki temu już dwa lata później nastąpiło odsłonięcie najsłynniejszego symbolu crowdfundingu.

Jednak swój pełen potencjał crowdfunding osiągnął dopiero z nadejściem ery Internetu. Pierwszą akcją zbiórki społecznościowej w takiej formie jaką znamy ją dziś z popularnych serwisów przeprowadził brytyjski zespół rockowy Marillion w roku 1997. By ufundować swoje tourne po Stanach Zjednoczonych postanowili sprzedawać bilety na koncerty ze znacznym wyprzedzeniem, co pozwoliło im zebrać 60 tys. $. To imponujący wynik, biorąc pod uwagę, że był to okres królowania modemów, a wszechobecny dostęp do szerokopasmowego Internetu był historią rodem z science fiction.

Tak więc jeśli będziecie komuś opowiadać o crowdfundingu, jednak wasz rozmówca będzie podchodził sceptycznie do tematu, powiedzcie mu, że to właśnie dzięki finansowaniu społecznościowemu mamy tłumaczenie „Iliady” oraz najbardziej znany pomnik świata.

źródła:
Kickstarter
MediumDifficulty
SocialMediaWeek

Crowdfunderzy budują miasta

Crowdfunding to finansowanie nie tylko gier komputerowych, filmów, książek i płyt. Coraz więcej start-upów zaczyna właśnie od finansowania społecznościowego a inwestorzy szukają okazji na platformach crowdfundingu udziałowego. „Tłum” jednak dba też o przestrzeń miejską i jest gotowy wspierać pomysły ciekawe, innowacyjne a przede wszystkim dostępne do użytkowania dla każdego. Oto projekty, których autorzy zdecydowali się skorzystać z siły społeczności.

W 2012 roku zakończyła się kampania finansowania społecznego projektu basenu na East River w Nowym Yorku. Był on przedstawiony jako pierwszy na świecie basen z filtrowaną wodą unoszący się na rzece. Wydaje się, że ten nieco szalony ale bardzo kuszący pomysł przekonał mieszkańców Nowego Yorku, którzy w liczbie ponad 4,5 tysiąca wsparli projekt. Zebrane w przeciągu tygodnia 41 tysięcy dolarów wykorzystano na wstępne testy systemu filtrowania wody a duże zainteresowanie mieszkańców przyciągnęło kolejnych inwestorów. Twórcy projektu (PlusPool skupili się na użyteczności tej realizacji dla miasta i mieszkańców, którzy pomimo bliskości rzeki, nie mogli korzystać z jej uroków. Czy nie brzmi to znajomo?. Realizacja basenu PlusPool (www.pluspool.org) której koszt wyniesie 15 milionów $ przewidziana jest na rok 2015.

źródło http://www.pluspool.org/pool/#design

Kolejnym innowacyjnym projektem związanym z przestrzenią miejską i crowdfundingiem jest podziemny park w Nowym Yorku, na którego realizacje zebrano ponad 155 tysięcy dolarów dzięki wsparciu ponad 3 tysięcy osób. LowLine, którego kampania zakończyła się w 2012 roku to projekt stworzenia parku na terenie porzuconego terminalu. Reklamowany jako pierwszy na świecie podziemny park, innowacyjna przestrzeń publiczna ma wykorzystywać specjalnie stworzoną optyczną technologię aby zgromadzić światło słoneczne, skoncentrować je a następnie sprowadzić do podziemnego parku (więcej na

źródło http://www.thelowline.org/

Wielkim przedsięwzięciem będzie najwyższy (240-sto metrowy) mieszkalno-komercyjny wieżowiec w Kolumbii: BD Bacata. Grupa FiDii zdecydowała się spróbować wykorzystać potencjał crowdfundingu w jego realizacji. Mając już doświadczenie w prowadzeniu kampanii (wcześniej finansowali w ten sposób m.in kluby i hotele) dużą wagę przywiązali do promowania projektu co zaowocowało liczbą 3 800 wpłat od ”zwykłych” inwestorów nazywanych w kampaniach reklamowych ,,famous common people” (zwyczajni sławni ludzie). Wieżowiec, oferując przestrzeń biurową, apartamenty oraz 364 pokoje hotelowe będzie w całości sfinansowany poprzez crowdfunding a koszt realizacji projektu wyniesie 170 milionów dolarów. Crowdfunderzy w zamian za wpłatę otrzymali udziały w budynku.

źródło http://inhabitat.com/worlds-largest-crowdfunding-campaign-makes-columbias-tallest-building-bd-bacata-a-shimmering-reality/

Projektem dotyczącym przestrzeni miejskiej jest trasa spacerowa ,,Line” w Londynie, która ma na celu połączyć dwie części wschodniego Londynu tym samym umożliwiając korzystanie z uroków przyrody. Połączenie natury z instalacją 30 rzeźb na trasie ,,Line” przyciągnęło 284 osoby, które zebrały jednak ponad 140 tysięcy funtów.
Kolejne projekty to między innymi ośmiopiętrowa biblioteka w Californi, ścieżka pieszo-rowerowa w Memphis, choć różnią się zebranymi kwotami: od 5 tysięcy do 240 tysięcy dolarów, to łączy je jeden podstawowy fakt: zostały zrealizowane poprzez crowdfunding.

W Polsce powstaje coraz więcej ciekawych projektów, które łączą innowacyjność z chęcią zapewnienia mieszkańcom wyższej jakości życia. Wydaje nam się, że właśnie przyszedł czas, aby któryś z nich został sfinansowany przez crowdfunding.

Anna Szlezinger

Crowdfunding szyty na miarę

Branża modowa wydaje się być bardzo trudna dla młodych przedsiębiorców. Wielkie koncerny i ich sieci sklepów, które spotykamy na każdym kroku mogą odstraszyć od wchodzenia na rynek. Jednak gusta ludzkie są bardzo zmienne, a miłośnicy mody ciągle poszukują czegoś nowego. Dlatego jeśli lubicie ciuchy to może zastanówcie się nad przekształceniem pasji w biznes. Startujący w branży odzieżowej mogą znaleźć wsparcie w crowdfundingu. Dlaczego finansowanie społecznościowe i odzież tak dobrze się dogadują? Po pierwsze dzięki niemu możecie sprawdzić czy wasz pomysł na design jest dobrze odbierany przez potencjalnych klientów. W przeciwieństwie do innych branż tu wystarczy rzucić okiem jak wygląda projekt i już wiemy, czy będziemy go chcieli czy nie. Po drugie dzięki przedsprzedażowemu modelowi nie musimy zamawiać w szwalni wielkiej partii koszulek czy spodni z zamysłem ich sprzedania. Możemy to zrobić dopiero gdy będziemy mieli popyt. Do tego dostosowujemy wielkość zamówienia dokładnie do zapotrzebowania klientów. Po trzecie i najważniejsze crowdfunding daje niesamowite możliwości promocji. Dzięki niemu nie sprzedajemy tylko produktu, ale całą naszą historię, wizję i marzenia. To wartość, której nie dostaniemy w sieciówce. A jak sprawdza się to w praktyce? Oto kilka przykładów jak moda i crowdfunding wspólnie pomogły narodzić się kilku obiecującym markom. Marin Camille i Julia Zolinsky, dwie pracownice muzeum z San Francisco postanowiły stworzyć swoją własną linię bielizny. Nie były to jednak tradycyjne rzeczy jakich pełno na wieszakach w galeriach handlowych, ale inspirowane estetyką lat 20 halki, gorsety czy pończochy. Potrzebowały na ten cel 37 tys. $, więc zgłosiły się ze swoim projektem do społeczności internetowej. W krótkim czasie udało im się zebrać wymaganą kwotę i obecnie panie przygotowują się otwarcia swojego butiku. Gustin zaczynał jako mała marka ekskluzywnych dżinsów z japońskiego denimu. Jednak jej twórcy sfrustrowani problemami ze sprzedażą detaliczną postanowili zmienić model prowadzenia firmy. W tym celu zwrócili się ku crowdfundingowi. Postanowili tworzyć i sprzedawać tylko te produkty, które zamówią klienci. Dzięki temu udało im się znacznie obniżyć koszty bez kompromisów w kwestii jakości. Po spektakularnym sukcesie i zebraniu 400 tys. $ Gustin postanowił rozwinąć swój model biznesowy. Teraz prowadzą własny sklep internetowy dzięki któremu można zamówić konkretny ciuch, który zostanie wykonany specjalnie dla nas. Młodzi projektanci korzystają także z equity crowdfundingu. Przykładem jest tu twórca marki Monsieur Fox, zajmującej się produkcją ekskluzywnych męskich dodatków takich jak spinki, poszetki i krawaty. Jego obiecujący biznes w 2 tygodnie zebrał 20 tys. $, i nie zapowiada się, by na tym się skończyło. Połączenie crowdfunding plus moda sprawdza się nie tylko w przypadku sprzedaży zaprojektowanych przez siebie ciuchów, świetnie działa też w przypadku innych modeli biznesowych. W tej dziedzinie już dwa lata temu ścieżki przetarł francuski portal Menlook. Chcąc się rozwijać postanowił bez pomocy żadnej z platform zgłosić się o wsparcie do indywidualnych inwestorów. Dzięki ich wpłatom udało się zebrać ponad 5 milionów euro i dzięki temu przeprowadzić ekspansję na rynki niemiecki, brytyjski czy holenderski.

Sllkfred.com

Nieco nowszy przykład, ale wyjątkowo ciekawy to platforma silkfred.com . Z pozoru wygląda to jak zwykły sklep online. Jedna ideą Silkfred jest udostępnianie możliwości sprzedaży młodym, obiecującym projektantom. Projekt okazał się na tyle atrakcyjny dla inwestorów, że dzięki akcji equity crowdfundingu zebrał 145 tys. funtów. Dziś Silkfred umacnia swoją pozycję na brytyjskim rynku stając się jednym z najbardziej docenianych startupów. Tak więc jeśli macie smykałkę do gustownego ubioru, a zakupy nie wywołują u was przerażenia może warto zastanowić się czy nie przekuć swojej pasji w realny biznes? Jeśli macie pomysł, to zacznijcie go realizować, pieniądze na pewno się znajdą!

I ty możesz warzyć swoje piwo (dzięki crowdfundingowi)

W ostatnich latach bardzo intensywny rozwój przeżywa branża rzemieślniczego piwowarstwa. W samym tylko 2013 r., w Polsce zostało otwartych 21 nowych zakładów produkcji piwa. Polacy podążając za trendami z zachodu co raz chętniej świadomie wybierają to co piją i są skłonni płacić za jakościowy produkt. Szacuje się, że ok. 30 tys. naszych rodaków warzyło samodzielnie piwo w domu. Może więc warto na tym zarabiać?

Na zachodzie mikrobrowary od kilku ładnych lat świetnie wpisują się w gastronomiczny krajobraz. Co ciekawe, wiele nowych zakładów otwiera się dzięki crowdfundingowi. Dzięki wsparciu tłumu pasjonaci mogą przełożyć swoje hobby na realne zyski.

Finlandia słynie z restrykcyjnych przepisów dotyczących alkoholu. Nie tylko bardzo trudno o założenie własnego zakładu produkcyjnego, ale nawet sprzedaż jest ściśle kontrolowana. Wszystko co ma powyżej 4,7% może być sprzedawane tylko i wyłącznie w państwowych sklepach monopolowych. Dodatkowo państwo nakłada bardzo wysoką akcyzę, co winduję cenę alkoholu do wartości, które mogą przeciętnego Polaka przyprawić o zawrót głowy. Dlatego grupa przedsiębiorczych finów postanowiła zbudować swój browar w Estonii, finansując całe przedsięwzięcie przy pomocy crowdfundingu udziałowego. Dobry pomysł szybko poskutkował wymiernymi rezultatami. Sori Brewing, bo o nim mowa, już po pierwszym tygodniu zgromadził 100 tys. € z zakładanych 360 tys. Całą akcję udało im się zakończyć ze sporą nadwyżką zbierając blisko pół miliona euro.

Jednak te kwoty to marne grosze w porównaniu z tym, co udało się Szkotom z BrewDog. Ten całkiem spory, jak na realia browarnictwa rzemieślniczego browar także postanowił sięgnąć po wsparcie od niezależnych inwestorów. Założyli stronę „Equity for Punks” na której oferowali akcje swojej spółki. Udało im się pozyskać wsparcie od ponad 14 tys. akcjonariuszy na łączną kwotę 4,25 mln funtów, bijąc w ten sposób wszelkie rekordy crowdfundingu udziałowego. Dzięki temu BrewDog mógł pozwolić sobie na ekspansję bez obniżania jakości swojego produktu i dziś piwa tego producenta z Wysp jest szeroko dostępne na świecie.

Biznes browarniczy i crowdfunding idą ze sobą w parze nie tylko w przypadku samego warzenia piwa. Beer 52 to brytyjski klub smakoszy piwa. Klienci wykupują abonament i co miesiąc dostają specjalnie wybrany zestaw piw rzemieślniczych wybranych przez firmowych sommelierów. Pieniądze na swój własny biznes, podobnie jak w poprzednich przykładach, udało im się zebrać dzięki sprzedaży akcji swojej spółki drobnym inwestorom. Dzięki temu stali się największym w Wielkiej Brytanii klubem piwosza, dostarczającym najlepszej jakości browar do dziesiątek tysięcy klientów.

Jeśli więc lubicie piwo i chcielibyście związać z nim swoje zawodowe życie zastanówcie się nad skorzystaniem z crowdfundingu. Może więc pora zamienić swój mały tankofermentator z piwnicy na prawdziwy browar?

Portfel – idealny projekt

Zagłębiając się w świat crowdfundingu zauważymy, że wśród tysięcy projektów często występuje jeden konkretny produkt – portfele. Dlaczego akurat właśnie one zdobyły taką popularność wśród projektodawców? Ten niepozorny przedmiot ma w sobie wiele cech, które czynią go idealnym projektem.

Pierwszą cechą, która czyni portfel dobrym pomysłem na odpalenie swojej akcji jest ich popularność. Każdy ma w kieszeni jeden. Nie ważne ile ma lat, gdzie mieszka, czym się zajmuje – wszyscy potrzebują w życiu portfela. Powszechność tego produktu sprawa, że bardzo łatwo nam znaleźć potencjalnych wspierających. Nie musimy szukać społeczności skupionych na bardzo konkretnej sprawie – ktokolwiek, do kogo się odezwiemy może zostać naszym klientem.

Jeśli zapytacie kogoś, czy jest zadowolony ze swojego portfela, z dużym prawdopodobieństwem otrzymacie odpowiedź przeczącą. Są brzydkie, zbyt duże, mało funkcjonalne. To, co oferują nam w sklepach rzadko spełnia nasze oczekiwania. To właśnie dlatego są tak częstym prezentem – sami nie jesteśmy skłonni go kupić, bo żaden nas nie zachwyca. I tu właśnie pojawia się pole do innowacji – można się zastanowić co nas wkurza w tym co mamy i jak to usprawnić. A innowacja jest kluczem do sukcesu na rynku.

A pole do innowacji i kombinowania jest bardzo duże. Portfele występują w całej masie form i kształtów. Od klasycznych, rozkładanych z kieszonką na monety i przegródkami na banknoty, przez duże, w których mieści się poza pieniędzmi i dokumentami cała masa kart i wizytówek, na bardziej wyszukanych kończąc. Mogą to być klipsy na pieniądze, małe skórzane kieszonki, karty z gumkami – pomysłów jest cała masa. Zastanówcie się co wydaje się dla was najbardziej istotne.

Portfel to też dobry pomysł na początek swojej przygody z designem. Ograniczona forma uczy skutecznego łączenia wyglądu z funkcjonalnością. Trzeba pamiętać, że jakkolwiek nasz produkt nie byłby ładny musi się bez problemu mieścić w kieszeni.

Zaprojektowanie produktu to dopiero pierwszy krok. Schody zaczynają się, kiedy trzeba nasz szkic powołać do życia. Czasem okazuje się, że to co wygląda bardzo prosto na papierze, w produkcji nie okazuje się wcale takie łatwe. Pod tym względem portfel jest bardzo dobrym rozwiązaniem – nie jest to technologia kosmiczna, także każdy może dosyć szybko opanować techniki jego wykonania, a jednocześnie jest na tyle skomplikowane, że nikt bez konkretnego planu, zapału i zdolności nie zrobi tego w domu.

Dodatkowo kiedy uda nam się przebić prze projektowanie, zbiórkę, wykonanie możemy łatwo sprawdzić czy nie potkniemy się na logistyce. Ok, wykonanie jednego portfela brzmi osiągalnie, co jednak kiedy trzeba ich zrobić 200? Wtedy projektant-artysta musi się zmienić w rzemieślnika. Kiedy chce się być przedsiębiorcą to czasem trzeba wstać od komputera i ubrudzić sobie ręce.

Ale skoro powstaje tyle projektów, to czy jest sens tworzyć następne? Okazuje się, że popyt na pomysłowe, nowoczesne i funkcjonalne portfele nie spada. Także jeśli myślicie o przygodzie z crowdfundingiem to może wyciągnijcie to co macie w kieszeni i zastanówcie się jak to ulepszyć? Jeśli wasz pomysł będzie dobry to na pewno znajdą się chętni by was wesprzeć.

źródło: Kickstarter

Nakręć swój film z tłumem!

źródło: wikipedia

Wielkie pieniądze, bogaci producenci, dotacje państwowych instytucji – z tym kojarzy się kręcenie filmów. Jednak tak naprawdę dziś, dzięki crowdfundingowi, wystarczy tylko dobry pomysł, odrobina talentu i zaangażowana społeczność.

Dlaczego crowdfunding?

Finansowanie społecznościowe jest idealnym rozwiązaniem dla niezależnych filmowców. Podstawowym problemem z jakim spotyka się młody twórca jest zdobywanie środków. Branża filmowa niechętnie finansuje projekty, których autorzy nie mają jeszcze solidnego dorobku. Producenci wolą inwestycje w dzieła, które z dużym prawdopodobieństwem przyniosą im spory zwrot zainwestowanego kapitału.

Ale to, co w tym przypadku jest obciążeniem w crowdfundingu łatwo obrócić w zaletę. Brak powiązań z biznesem czy państwowymi instytucjami pozwala zyskać pełną artystyczną niezależność. Autor stawiający na wierność swoim pomysłom wzbudza sympatię społeczeństwa i chęć zaangażowania się w projekt. Nie oznacza to, że nie należy szukać wsparcia poza tłumem, jednak im więcej wspierających, tym większa swoboda działania przy filmie.

Internet – naturalne środowisko sztuki

Świat sztuki zawsze był hermetyczny i niechętnie wpuszczał nowych artystów. Dlatego sztuka alternatywna świetnie rozwinęła się w Internecie. Sieć pęka od stron, blogów czy forów poświęconym niezależnym twórcom. To naturalna społeczność do której projektodawca może z łatwością udać się po wsparcie. A zaangażowana, aktywna sieć sympatyków to podstawowy warunek skutecznej kampanii crowdfundingowej.

Pokaż nad czym pracujesz

Wielu projektodawców ma problem z atrakcyjnym przedstawieniem swojego pomysłu. Co zrobić, jeśli nasz projekt jest bardzo wczesnej fazie tworzenia, a chcemy zachęcić ludzi do jego wsparcia? Nieważne jak pięknie opiszemy naszą koncepcję, nic nie przemówi do wyobraźni tak, jak obraz. Twórcy filmowi nie mają tego problemu – ich projekt aż sam się prosi o prezentowanie światu. Pochwal się zdjęciami z planu, nakręć krótki trailer, nagraj z ekipą zaproszenie do wsparcia – pomysłów jest całe mnóstwo. Dodatkowo możesz pokazywać na bieżąco postęp prac nad projektem udostępniając materiały z planu. Wiadomo, że nic tak nie pobudza apetytu fanów, jak nowy trailer długo wyczekiwanego filmu.

A co w zamian?

W przypadku filmu bardzo łatwo także o nagrody dla projektodawców. Najprostszym rozwiązaniem jest przygotowanie DVD z gotowym filmem dla wspierających, koszt takiej nagrody jest stosunkowo niski i można je przygotować w dużej ilości. Jednak dla hojnych darczyńców warto pomyśleć o bardziej „ekskluzywnych” pomysłach. Być może ktoś chciałby zagrać w filmie? Świetnymi gadżetami mogą być rekwizyty z planu zdjęciowego czy spotkanie z ekipą.

Jak to wygląda w praktyce?

Jeśli ktoś ma wątpliwości, że społeczność internautów jest w stanie stworzyć film, to przykład Veroniki Mars powinien je rozwiać. Projekt stworzenia kontynuacji nieco głupawego serialu o licealistce – detektywie wywołał taki entuzjazm, że twórcom udało się zebrać ponad 5,7 miliona dolarów, czyli prawie trzykrotnie więcej niż zakładali. Także nominowany do Oskara reżyser Spike Lee postanowił wykorzystać crowdfunding do produkcji swojego najnowszego filmu. Fani artysty zebrali ponad 1,3 mln $, dzięki czemu już niedługo będziemy mogli zobaczyć jego nowy projekt.
Na naszym polskim podwórku też mamy przykłady filmowych sukcesów. Dzięki społeczności Beesfundu powstał mini-serial „Jesus Garcia” opowiadający o przygodach młodego Hiszpana w Polsce.

źródło: wikipedia

Crowdfunding pewnie jeszcze długo nie wyprze wielkich studiów filmowych, jednak z pewnością jego rola będzie wzrastać. Coraz więcej twórców nie chcąc iść na kompromisy będzie kierować swoje kroki do społeczności internautów. Ci z kolei chcąc oglądać ambitne produkcje będą chętnie wspierać niezależnych artystów.