Nowatorski crowdfunding?

Kilka dni temu prezentowaliśmy Wam wyniki badań na temat znajomości pojęcia crowdfundingu. Wynikało z nich, że tylko 1/3 polskich internautów wie czym jest finansowanie społecznościowe. Można oczywiście powiedzieć, że słaba znajomość wynika z młodości crowdfundingu. Czy aby na pewno?

Słowo „crowdfunding” zostało użyte po raz pierwszy faktycznie stosunkowo niedawno, bo w roku 2006. Odnosiło się do mechanizmu finansowania platformy służącej do tworzenia wideoblogów. Jednak sam crowdfunding jest znacznie starszy. Jego historia sięga momentu, kiedy to pierwszy przedsiębiorczy człowiek nie mając kapitału postanowił zwrócić się do społeczności o pomoc. Oto kilka przykładów z historii, o których nie mieliście pojęcia.

W 1713 roku angielski poeta Alexander Pope postanowił przetłumaczyć na swój ojczysty język „Iliadę” Homera. Jednak 15693 wierszy to sporo roboty, a Pope musiał z czegoś przecież żyć. Postanowił więc zwrócić się do swoich sympatyków, czytelników i przyjaciół o wsparcie, w zamian za które obiecał umieścić imię wspierającego w wydanej książce. Pomysł okazał się sukcesem i ponad 750 osób postanowiło podarować pisarzowi całkiem pokaźną sumę 2 gwinei za możliwość pochwalenia się dedykacją na wstępie do świeżo wydanej Iliady.

Parę lat później ideę Pope’a postanowił rozwinąć niemiecki pisarz Friedrich Klopstock. W jego przypadku możemy mówić o pierwszym udokumentowanych wykorzystaniu crowdfundingu w modelu przedsprzedaży. Klopstock wpadł na pomysł sprzedaży swojej nowej książki Gelehrtenrepublik (republika uczonych) w obawie przed zbyt małym zainteresowaniem niszową pozycją. O ile finansowo projekt się udał, o tyle reakcja kupujących była już mniej pozytywna. Gelehrtenrepublik okazał się być kompletnym gniotem do tego stopnia, że za dobry żart uważano wręczenie jej komuś w prezencie.

Statuę Wolności rozpoznają wszyscy, jednak tylko nieliczni potrafią ją skojarzyć z crowdfundingiem. A to właśnie dzięki niemu może ona stać tam, gdzie stoi. Ten mało poręczny prezent Stany Zjednoczone otrzymały w ramach upamiętnienia ich przyjaźni z Francuzami w 1884 roku. Jednak jak to z nieporęcznymi prezentami bywa nie miały za bardzo gdzie go postawić. Dlatego Joseph Pulitzer (ten od słynnej nagrody dla dziennikarzy) postanowił zorganizować ogólnonarodową zbiórkę na budowę wielkiego cokołu, na którym mogłaby stanąć statua rzymskiej bogini. W zamian za drobne wpłaty fundatorzy mogli otrzymać miniaturki posągu. Ponad 120 tys. amerykanów kierowanych patriotycznym uniesieniem postanowiło wesprzeć projekt zbierając 102 tys. $ – wynik całkiem niezły nawet jak na dzisiejsze realia. Dzięki temu już dwa lata później nastąpiło odsłonięcie najsłynniejszego symbolu crowdfundingu.

Jednak swój pełen potencjał crowdfunding osiągnął dopiero z nadejściem ery Internetu. Pierwszą akcją zbiórki społecznościowej w takiej formie jaką znamy ją dziś z popularnych serwisów przeprowadził brytyjski zespół rockowy Marillion w roku 1997. By ufundować swoje tourne po Stanach Zjednoczonych postanowili sprzedawać bilety na koncerty ze znacznym wyprzedzeniem, co pozwoliło im zebrać 60 tys. $. To imponujący wynik, biorąc pod uwagę, że był to okres królowania modemów, a wszechobecny dostęp do szerokopasmowego Internetu był historią rodem z science fiction.

Tak więc jeśli będziecie komuś opowiadać o crowdfundingu, jednak wasz rozmówca będzie podchodził sceptycznie do tematu, powiedzcie mu, że to właśnie dzięki finansowaniu społecznościowemu mamy tłumaczenie „Iliady” oraz najbardziej znany pomnik świata.

źródła:
Kickstarter
MediumDifficulty
SocialMediaWeek

Crowdfunderzy budują miasta

Crowdfunding to finansowanie nie tylko gier komputerowych, filmów, książek i płyt. Coraz więcej start-upów zaczyna właśnie od finansowania społecznościowego a inwestorzy szukają okazji na platformach crowdfundingu udziałowego. „Tłum” jednak dba też o przestrzeń miejską i jest gotowy wspierać pomysły ciekawe, innowacyjne a przede wszystkim dostępne do użytkowania dla każdego. Oto projekty, których autorzy zdecydowali się skorzystać z siły społeczności.

W 2012 roku zakończyła się kampania finansowania społecznego projektu basenu na East River w Nowym Yorku. Był on przedstawiony jako pierwszy na świecie basen z filtrowaną wodą unoszący się na rzece. Wydaje się, że ten nieco szalony ale bardzo kuszący pomysł przekonał mieszkańców Nowego Yorku, którzy w liczbie ponad 4,5 tysiąca wsparli projekt. Zebrane w przeciągu tygodnia 41 tysięcy dolarów wykorzystano na wstępne testy systemu filtrowania wody a duże zainteresowanie mieszkańców przyciągnęło kolejnych inwestorów. Twórcy projektu (PlusPool skupili się na użyteczności tej realizacji dla miasta i mieszkańców, którzy pomimo bliskości rzeki, nie mogli korzystać z jej uroków. Czy nie brzmi to znajomo?. Realizacja basenu PlusPool (www.pluspool.org) której koszt wyniesie 15 milionów $ przewidziana jest na rok 2015.

źródło http://www.pluspool.org/pool/#design

Kolejnym innowacyjnym projektem związanym z przestrzenią miejską i crowdfundingiem jest podziemny park w Nowym Yorku, na którego realizacje zebrano ponad 155 tysięcy dolarów dzięki wsparciu ponad 3 tysięcy osób. LowLine, którego kampania zakończyła się w 2012 roku to projekt stworzenia parku na terenie porzuconego terminalu. Reklamowany jako pierwszy na świecie podziemny park, innowacyjna przestrzeń publiczna ma wykorzystywać specjalnie stworzoną optyczną technologię aby zgromadzić światło słoneczne, skoncentrować je a następnie sprowadzić do podziemnego parku (więcej na

źródło http://www.thelowline.org/

Wielkim przedsięwzięciem będzie najwyższy (240-sto metrowy) mieszkalno-komercyjny wieżowiec w Kolumbii: BD Bacata. Grupa FiDii zdecydowała się spróbować wykorzystać potencjał crowdfundingu w jego realizacji. Mając już doświadczenie w prowadzeniu kampanii (wcześniej finansowali w ten sposób m.in kluby i hotele) dużą wagę przywiązali do promowania projektu co zaowocowało liczbą 3 800 wpłat od ”zwykłych” inwestorów nazywanych w kampaniach reklamowych ,,famous common people” (zwyczajni sławni ludzie). Wieżowiec, oferując przestrzeń biurową, apartamenty oraz 364 pokoje hotelowe będzie w całości sfinansowany poprzez crowdfunding a koszt realizacji projektu wyniesie 170 milionów dolarów. Crowdfunderzy w zamian za wpłatę otrzymali udziały w budynku.

źródło http://inhabitat.com/worlds-largest-crowdfunding-campaign-makes-columbias-tallest-building-bd-bacata-a-shimmering-reality/

Projektem dotyczącym przestrzeni miejskiej jest trasa spacerowa ,,Line” w Londynie, która ma na celu połączyć dwie części wschodniego Londynu tym samym umożliwiając korzystanie z uroków przyrody. Połączenie natury z instalacją 30 rzeźb na trasie ,,Line” przyciągnęło 284 osoby, które zebrały jednak ponad 140 tysięcy funtów.
Kolejne projekty to między innymi ośmiopiętrowa biblioteka w Californi, ścieżka pieszo-rowerowa w Memphis, choć różnią się zebranymi kwotami: od 5 tysięcy do 240 tysięcy dolarów, to łączy je jeden podstawowy fakt: zostały zrealizowane poprzez crowdfunding.

W Polsce powstaje coraz więcej ciekawych projektów, które łączą innowacyjność z chęcią zapewnienia mieszkańcom wyższej jakości życia. Wydaje nam się, że właśnie przyszedł czas, aby któryś z nich został sfinansowany przez crowdfunding.

Anna Szlezinger

Co Polacy wiedzą o Crowdfundingu?

Kickstarter, zegarek Pebble, Veronica Mars Movie Project, crowdsourcing, to wszystko hasła, które często pojawiają się w rozmowach, artykułach, dyskusjach. Wydaje się więc, że również crowdfunding wkradł się do naszego codziennego życia i zadomowił na dobre. Czy potwierdzają to jednak liczby? Aby odpowiedzieć na to pytanie, spójrzmy na wyniki badań sprawdzających świadomość Polaków czym jest crowdfunding.

W badaniu uczestniczyły 523 osoby, które wypełniły ankiety składające się z 14 pytań. Pozwoliły one ustalić płeć, wiek, wykształcenie a następnie poznać nastawienie badanych do crowdfundingu. Uczestnikami byli głównie młodzi studenci z dużych miast, ze względu na specyfikę rozsyłania ankiet: poprzez sieci społecznościowe pośród znajomych. Jednak niekoniecznie jest to minus badania, ponieważ to właśnie te osoby, młode pokolenie korzystające z Internetu jest grupą, dzięki której crowdfunding może okazać się sukcesem. Dlatego też, badając ich opinie możemy bezpośrednio obserwować, jakie szanse w polskiej rzeczywistości ma crowdfunding.

Wyniki są dosyć zaskakujące: jedynie 29 % badanych znała pojęcie crowdfundingu. Okazało się, że świadomość czym jest crowdfunding jest zależna od płci: 74% kobiet nie wie czym jest crowdfunding w stosunku do 61% mężczyzn.

Płeć a świadomość czym jest crowdfunding


W badaniu zostało sprawdzone jak wykształcenie wpływa na wiedzę o crowdfundingu. Okazało się, że osoby bez wyższego wykształcenia nie mają niższych wyników od studentów studiujących w Polsce. Różnica pojawiła się jednak w przypadku studentów zbierających doświadczenie nie tylko w Polsce ale również zagranicą. Dla 65 % spośród nich crowdfunding nie był pojęciem obcym. Może wynikać to z faktu dużej popularności crowdfundingu w innych krajach lub bardziej praktycznego podejścia do studiów.

W dalszej części ankiety badani dowiadywali się czym jest crowdfunding tak aby mogli odpowiedzieć na kolejne pytania dotyczące chęci inwestowania lub korzystania z platform w celu sfinansowania swojego startupu. Te wyniki wyglądają zdecydowanie bardziej optymistycznie:

  • 56 % badanych chętnie skorzystałoby z platformy crowdfundingowej w celu zebrania funduszy
  • 66 % byłaby zainteresowana inwestycją w crowdfunding udziałowy

Badania udowodniły, że ludzie są chętni do działania i społecznej kontrybucji:

  • 71 % badanych uczestniczyło w procesie crowdsourcingu poprzez współtworzenie haseł na wikipedii, tworzenia recenzji itd. Spośród nich znakomita większość deklaruje chęć uczestnictwa w crowdfundingu co tylko udowadnia siłę społecznych motywacji.

Okazuje się, że Polacy o crowdfundingu wiedzą niewiele. Czy powinniśmy się tym martwić? Przeciwnie! Badania pokazują, że internauci są chętni do działania, otwarci, gotowi do podejmowania nowych wyzwań I stanowią ogromny potencjał. Wygląda więc na to, że ,,tłum” już niedługo będzie jeszcze liczniejszy.

Crowdfunding szyty na miarę

Branża modowa wydaje się być bardzo trudna dla młodych przedsiębiorców. Wielkie koncerny i ich sieci sklepów, które spotykamy na każdym kroku mogą odstraszyć od wchodzenia na rynek. Jednak gusta ludzkie są bardzo zmienne, a miłośnicy mody ciągle poszukują czegoś nowego. Dlatego jeśli lubicie ciuchy to może zastanówcie się nad przekształceniem pasji w biznes. Startujący w branży odzieżowej mogą znaleźć wsparcie w crowdfundingu. Dlaczego finansowanie społecznościowe i odzież tak dobrze się dogadują? Po pierwsze dzięki niemu możecie sprawdzić czy wasz pomysł na design jest dobrze odbierany przez potencjalnych klientów. W przeciwieństwie do innych branż tu wystarczy rzucić okiem jak wygląda projekt i już wiemy, czy będziemy go chcieli czy nie. Po drugie dzięki przedsprzedażowemu modelowi nie musimy zamawiać w szwalni wielkiej partii koszulek czy spodni z zamysłem ich sprzedania. Możemy to zrobić dopiero gdy będziemy mieli popyt. Do tego dostosowujemy wielkość zamówienia dokładnie do zapotrzebowania klientów. Po trzecie i najważniejsze crowdfunding daje niesamowite możliwości promocji. Dzięki niemu nie sprzedajemy tylko produktu, ale całą naszą historię, wizję i marzenia. To wartość, której nie dostaniemy w sieciówce. A jak sprawdza się to w praktyce? Oto kilka przykładów jak moda i crowdfunding wspólnie pomogły narodzić się kilku obiecującym markom. Marin Camille i Julia Zolinsky, dwie pracownice muzeum z San Francisco postanowiły stworzyć swoją własną linię bielizny. Nie były to jednak tradycyjne rzeczy jakich pełno na wieszakach w galeriach handlowych, ale inspirowane estetyką lat 20 halki, gorsety czy pończochy. Potrzebowały na ten cel 37 tys. $, więc zgłosiły się ze swoim projektem do społeczności internetowej. W krótkim czasie udało im się zebrać wymaganą kwotę i obecnie panie przygotowują się otwarcia swojego butiku. Gustin zaczynał jako mała marka ekskluzywnych dżinsów z japońskiego denimu. Jednak jej twórcy sfrustrowani problemami ze sprzedażą detaliczną postanowili zmienić model prowadzenia firmy. W tym celu zwrócili się ku crowdfundingowi. Postanowili tworzyć i sprzedawać tylko te produkty, które zamówią klienci. Dzięki temu udało im się znacznie obniżyć koszty bez kompromisów w kwestii jakości. Po spektakularnym sukcesie i zebraniu 400 tys. $ Gustin postanowił rozwinąć swój model biznesowy. Teraz prowadzą własny sklep internetowy dzięki któremu można zamówić konkretny ciuch, który zostanie wykonany specjalnie dla nas. Młodzi projektanci korzystają także z equity crowdfundingu. Przykładem jest tu twórca marki Monsieur Fox, zajmującej się produkcją ekskluzywnych męskich dodatków takich jak spinki, poszetki i krawaty. Jego obiecujący biznes w 2 tygodnie zebrał 20 tys. $, i nie zapowiada się, by na tym się skończyło. Połączenie crowdfunding plus moda sprawdza się nie tylko w przypadku sprzedaży zaprojektowanych przez siebie ciuchów, świetnie działa też w przypadku innych modeli biznesowych. W tej dziedzinie już dwa lata temu ścieżki przetarł francuski portal Menlook. Chcąc się rozwijać postanowił bez pomocy żadnej z platform zgłosić się o wsparcie do indywidualnych inwestorów. Dzięki ich wpłatom udało się zebrać ponad 5 milionów euro i dzięki temu przeprowadzić ekspansję na rynki niemiecki, brytyjski czy holenderski.

Sllkfred.com

Nieco nowszy przykład, ale wyjątkowo ciekawy to platforma silkfred.com . Z pozoru wygląda to jak zwykły sklep online. Jedna ideą Silkfred jest udostępnianie możliwości sprzedaży młodym, obiecującym projektantom. Projekt okazał się na tyle atrakcyjny dla inwestorów, że dzięki akcji equity crowdfundingu zebrał 145 tys. funtów. Dziś Silkfred umacnia swoją pozycję na brytyjskim rynku stając się jednym z najbardziej docenianych startupów. Tak więc jeśli macie smykałkę do gustownego ubioru, a zakupy nie wywołują u was przerażenia może warto zastanowić się czy nie przekuć swojej pasji w realny biznes? Jeśli macie pomysł, to zacznijcie go realizować, pieniądze na pewno się znajdą!

Niemcy – piwo, samochody i inwestorzy

Gospodarka naszych zachodnich sąsiadów, stawiana przez wielu za wzór, zawdzięcza swoją siłę pewnym przemyślanym ruchom z zakresu polityki gospodarczej. Przede wszystkim chodzi o liberalizację rynku pracy, który pozwalał na wzrost wydajności w tempie szybszym niż wzrost wynagrodzeń. Ma to jeszcze jeden jakże istotny skutek dla rynku kapitałowego.

Skutkiem opisanej wyżej polityki gospodarczej było stworzenie warunków stałej słabości popytu wewnętrznego Niemiec, ale jednocześnie czynników sprzyjających gromadzeniu oszczędności przez przedsiębiorstwa. W związku z tym RFN jest głównym pożyczkodawcą dla całej Unii Europejskiej. Świadczą o tym dane statystyczne dostarczone przez Eurostat: podczas gdy oszczędności w Polsce sięgały w 2012 roku 17,4% naszego PKB, oszczędności Niemców wynosiły 22,3% ich PKB. Jest to 40% więcej w wartościach względnych. W wartościach bezwzględnych to dziesięciokrotnie więcej.

Źródło: opracowanie własne na podstawie danych Eurostatu.

Podobnie sprawa wygląda, gdy spojrzymy na wielkość luki kapitałowej w obu krajach. W Polsce według różnych szacunków wynosi kilkadziesiąt miliardów złotych. W Niemczech, według ankiet Europejskiego Banku Centralnego, luki… nie ma. Dzieje się tak ze względu na nadwyżkę oszczędności. Obniża to stopy procentowe, które warunkują koszt kapitału i czyni go dostępnym dla dużej części podmiotów gospodarczych.

Rynek niemiecki staje się więc bardzo atrakcyjnym potencjalnym źródłem kapitału – nie tylko dla banków. Inwestorzy w warunkach niskich stóp procentowych chętnie szukają alternatywnych inwestycji przynoszących wyższy zwrot na zainwestowanym kapitale. Warunki idealne dla crowdfundingu.

„Bierzesz ile zbierzesz” czyli elastyczny crowdfunding

Sukces idei crowdfundingu w dużej mierze jest wynikiem prostych i jasnych reguł. Internauci zaufali modelowi: my powierzamy ci nasze pieniądze, a ty jeśli zbierzesz odpowiednią kwotę dajesz nam coś w zamian. Model ten, który możemy nazwać „wszystko albo nic” jest wykorzystywany przez znaczną większość portali crowdfundingowych.Jego zaletą jest minimalne ryzyko wpłacających. Jeśli nie zbierze się odpowiednia kwota, pieniądze wracają do wspierającego, a on nie musi się o nic martwić. Jedynym problemem jest czasowy brak dostępu do wpłaconych środków. Brzmi fajnie? Jednak takie rozwiązanie ma całkiem sporo wad.

Po pierwsze ustalenie kwoty minimalnej to zawsze kłopot dla projektodawcy. Jeśli ustawi ją na zbyt niskim poziomie nie będzie w stanie zrealizować swojego pomysłu w takiej skali, jak sobie wymarzył. Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, by zebrane pieniądze przekroczyły ustalony próg, jednak nisko postawiona poprzeczka działa demotywująco na wpłacających. W końcu projektodawca zebrał tyle, ile potrzebował, więc nie ma sensu dalej finansować. To nie przypadek, że większość udanych projektów przekracza nieznacznie próg 100%.

Jeśli zaś autor przesadzi z wysokością, nie zbierze zakładanej ilości pieniędzy i cała praca włożona w akcję pójdzie na marnie. Tu pojawia się też kolejny dylemat: co jeśli projektodawca ustali swój cel powiedzmy na wysokości 20 tys. złotych, a uda mu się zebrać 18 tys.? Teoretycznie spokojnie mógłby obciąć koszty akcji i zrealizować pomysł, jednak zasady mu tego zabraniają.

Jako że świat nie znosi próżni pojawił się model dający odpowiedź na powyższe problemy – „flexible funding”, czyli „bierzesz ile zbierzesz”. Tu też obowiązują proste zasady: Projektodawca ustala cel finansowy, lecz jeśli nie uda mu się go w 100% zrealizować nadal może dostać zebrane pieniądze. Jeśli jednak stwierdzi, że kwota nie wystarczy na zrealizowanie zobowiązań wobec wpłacających bez problemu może je im zwrócić. Darczyńcy są chronieni podpisaną przez nich umową zobowiązującą projektodawcę do dostarczenia w terminie określonych nagród. Wszystko jasne i bezpieczne.

Dlatego grupa Beesfund zaprezentowała swoje najnowsze dziecko: OdpalProjekt.pl

OdpalProjekt.pl jest portalem crowdfundingowym pozwalającym na zbiórkę w formule „bierzesz ile zbierzesz”. Teraz możesz realizować swoje pomysły bez przeszkód. Jeśli nie uda Ci się osiągnąć celu, nie musisz się martwić, możesz wziąć zebrane środki i przystąpić do realizacji projektu.

Dlatego zachęcamy Was do odpalania swoich akcji!

Użyteczne narzędzia dla Crowdfunderów

Prowadzenie kampanii crowdfundingowej to proces ciągłej komunikacji ze społecznością. Nasz sukces zależy od tego co i jak przekażemy jak największej liczbie osób. Dlatego ważne jest, żebyśmy mieli do tego jak najlepsze narzędzia.

W świecie Web 2.0 to użytkownicy są głównym dostarczycielem treści, powstaje więc co raz więcej platform do jej przekazywania. Serwisy społecznościowe, platformy blogerskie, fora internetowe to tylko niektóre opcje, które oferuje nam sieć. Co jednak jest niezbędne do przeprowadzenia akcji crowdfundingowej, a co może być tylko dodatkiem?

Media społecznościowe

Ciężko wyobrazić sobie dobrą kampanię Crowdfundingową bez mediów społecznościowych. Oto kilka podstawowych platform, z których powinniście korzystać.

W Polsce jest ponad 12 mln aktywnych użytkowników Facebooka, z czego większość poniżej 33 roku życia. To Facebook jest dziś podstawowym narzędziem pozwalającym na rozpowszechnienie swojego pomysłu, zebranie fanów i komunikację z sympatykami. Dzięki integracji z innymi platformami i serwisami za pomocą jednego kliknięcia możemy dzielić się treścią z użytkownikami innych serwisów.

Twitterowi w Polsce daleko do takiej popularności jak na zachodzie. O ile na świecie jest ponad 250 mln użytkowników, to w Polsce jest ich zaledwie 70 tysięcy. Jednak korzystają z niego bardzo często osoby, które są liderami opinii w wielu branżach, zwłaszcza w dziedzinie nowych technologii i mediów. Dzięki tej platformie mikroblogerskiej możemy wejść w interakcje z osobami, których zainteresowanie przyniesie nam wymierne korzyści.

W podobny sposób można korzystać z serwisu LinkedLin. Ten największy na świecie portal dla profesjonalistów pozwala nawiązać kontakt z osobami, które mogą nam pomóc dzięki swojemu doświadczeniu i kontaktom. Warto zastanowić się, kto z nich okaże się dla nas pomocny, a następnie rozpocząć współpracę.

Przygotowanie profilu

Profil akcji crowdfundingowej to wasza wizytówka. Od jego wyglądu zależy pierwsze wrażenie, jakie wywrzecie na wspierających.

W Internecie jest cała masa świetnych materiałów graficznych, które mogą pomóc wam zobrazować projekt. Serwisy takie Shutterstock dają dostęp do setek tysięcy zdjęć i obrazów. Niesety część z nich jest płatna, dlatego warto rozejrzeć się za darmowymi alternatywami. Dostęp do takich materiałów na licencji creative commons umożliwia wyszukiwarka CCSearch.

Jednak nic nie przemawia tak, jak film. Przygotujcie więc materiał i umieście go na jednym z serwisów jak Youtube czy Vimeo. Obydwa te serwisy oferują bardzo prostą opcjęwstawienia wideo na stronę www.

Promowanie akcji

Media społecznościowe to bardzo atrakcyjne narzędzie, jednak nic tak nie przemawia jak e-mail. Profesjonalną kampanię mailową pozwoli nam wysłać serwis MailChimp. Za darmo możemy przygotować mailing z ciekawą oprawą graficzną do 2000 użytkowników. Jeśli więc zgodnie z zasadami crowdfundingu zbierzemy najpierw jak największą bazę, dzięki MailChimpowi będziemy mogli zachęcać ich do poparcia naszego projektu lub informować o postępach.

Wzmocnienie efektu promocyjnego możemy osiągnąć też dzięki stronie Thunderclap. Thunderclap to aplikacja, która zbiera nasze wszystkie konta w mediach społecznościowych i za pomocą jednego kliknięcia udostępnia interesującą nas treść. W ten sposób bardzo szybko dzięki pomocy wąskiej grupy sympatyków możemy dotrzeć z naszym przekazem do szerokiego grona osób.

Jeśli chcemy opowiedzieć historię stojącą za naszym projektem możemy pomyśleć o założeniu bloga. System WorldPress to prosta metoda na blogowanie pozwalająca na daleko idącą personalizację. Możemy też podpiąć do niego wtyczki społecznościowe z np. Facebooka czy Twittera.

Monitorowanie Kampanii

Warto na bieżąco oceniać jakie nasze działania przynoszą efekty, a jakie okazują się stratą czasu. Dobrze sprawdzają się w tej roli narzędzia Google. Google Analytics to aplikacja monitorująca jak rozpowszechniają się tworzone przez nas treści. Warto wiedzieć kto wchodzi na nasze strony, skąd dowiadują się o projekcie czy kiedy możemy wygenerować największy ruch.

Jeśli chcecie wiedzieć gdzie i jak piszą o waszej akcji ustawcie koniecznie Google alerts. Dzięki temu będziecie otrzymywali codziennie powiadomienia o pojawieniu się interesujących Was tematów w Internecie.

Zarządzanie projektem ułatwi nam Basecamp. To aplikacja pozwalająca organizować nasz zespół, ustalać zadania do wykoniania i monitorować postęp. Dzięki temu nie pogubimy się w chaosie kampanii.

Istnieje jeszcze cała masa narzędzi, które mogą okazać się praktyczną pomocą w akcji crowdfundingowej. To, z czego będziecie korzystać zależy przede wszystkim od charakteru waszej społeczności. Jednak efektywne korzystanie z przedstawionych tu pomocy pozwoli zrealizować cel jaki zakładacie.

I ty możesz warzyć swoje piwo (dzięki crowdfundingowi)

W ostatnich latach bardzo intensywny rozwój przeżywa branża rzemieślniczego piwowarstwa. W samym tylko 2013 r., w Polsce zostało otwartych 21 nowych zakładów produkcji piwa. Polacy podążając za trendami z zachodu co raz chętniej świadomie wybierają to co piją i są skłonni płacić za jakościowy produkt. Szacuje się, że ok. 30 tys. naszych rodaków warzyło samodzielnie piwo w domu. Może więc warto na tym zarabiać?

Na zachodzie mikrobrowary od kilku ładnych lat świetnie wpisują się w gastronomiczny krajobraz. Co ciekawe, wiele nowych zakładów otwiera się dzięki crowdfundingowi. Dzięki wsparciu tłumu pasjonaci mogą przełożyć swoje hobby na realne zyski.

Finlandia słynie z restrykcyjnych przepisów dotyczących alkoholu. Nie tylko bardzo trudno o założenie własnego zakładu produkcyjnego, ale nawet sprzedaż jest ściśle kontrolowana. Wszystko co ma powyżej 4,7% może być sprzedawane tylko i wyłącznie w państwowych sklepach monopolowych. Dodatkowo państwo nakłada bardzo wysoką akcyzę, co winduję cenę alkoholu do wartości, które mogą przeciętnego Polaka przyprawić o zawrót głowy. Dlatego grupa przedsiębiorczych finów postanowiła zbudować swój browar w Estonii, finansując całe przedsięwzięcie przy pomocy crowdfundingu udziałowego. Dobry pomysł szybko poskutkował wymiernymi rezultatami. Sori Brewing, bo o nim mowa, już po pierwszym tygodniu zgromadził 100 tys. € z zakładanych 360 tys. Całą akcję udało im się zakończyć ze sporą nadwyżką zbierając blisko pół miliona euro.

Jednak te kwoty to marne grosze w porównaniu z tym, co udało się Szkotom z BrewDog. Ten całkiem spory, jak na realia browarnictwa rzemieślniczego browar także postanowił sięgnąć po wsparcie od niezależnych inwestorów. Założyli stronę „Equity for Punks” na której oferowali akcje swojej spółki. Udało im się pozyskać wsparcie od ponad 14 tys. akcjonariuszy na łączną kwotę 4,25 mln funtów, bijąc w ten sposób wszelkie rekordy crowdfundingu udziałowego. Dzięki temu BrewDog mógł pozwolić sobie na ekspansję bez obniżania jakości swojego produktu i dziś piwa tego producenta z Wysp jest szeroko dostępne na świecie.

Biznes browarniczy i crowdfunding idą ze sobą w parze nie tylko w przypadku samego warzenia piwa. Beer 52 to brytyjski klub smakoszy piwa. Klienci wykupują abonament i co miesiąc dostają specjalnie wybrany zestaw piw rzemieślniczych wybranych przez firmowych sommelierów. Pieniądze na swój własny biznes, podobnie jak w poprzednich przykładach, udało im się zebrać dzięki sprzedaży akcji swojej spółki drobnym inwestorom. Dzięki temu stali się największym w Wielkiej Brytanii klubem piwosza, dostarczającym najlepszej jakości browar do dziesiątek tysięcy klientów.

Jeśli więc lubicie piwo i chcielibyście związać z nim swoje zawodowe życie zastanówcie się nad skorzystaniem z crowdfundingu. Może więc pora zamienić swój mały tankofermentator z piwnicy na prawdziwy browar?

Dobry plan to podstawa

Crowdfunding stworzył nowe możliwości dla młodych przedsiębiorców. Nie musimy zaciągać wysokooprocentowanych kredytów w banku, przez co jeśli nasz biznes nie wypali nie martwimy się, że utoniemy w długach. Dzięki niemu możemy przetestować swój pomysł. Jeśli społeczność internautów postanowi nas wesprzeć, to mamy realną szansę na sukces. Jeśli nie, może nasz projekt nie był wcale taki genialny. Daje nam też możliwość zebrania pieniędzy zanim faktycznie zainwestujemy złotówkę, dzięki czemu ryzykujemy tylko stratą czasu, a nie finansów.

Jednak trzeba pamiętać, że te wszystkie niewątpliwe zalety nie mogą pozwolić nam zapomnieć o podstawach. Zbieranie środków to także ciężka praca i jeśli liczymy na sukces warto dobrze się do tego przygotować.

Dobry plan

Najważniejszą rzeczą, jaką musimy zrobić jest przygotowanie solidnego biznes planu. Choć działanie w branży start-up wydaje się kompletnie inne od tradycyjnego przedsiębiorstwa, to nic nie zastąpi solidnego planu działania. Po pierwsze musimy dokładnie oszacować wszelkie koszty i wydatki jakie będziemy ponosić podczas naszej działalności. Pozwoli nam to dobrze ustalić kwotę zbiórki. Warto też przygotować kilka wariantów – pesymistyczny, realistyczny i optymistyczny, dzięki czemu w razie jakichkolwiek kłopotów nie będziemy mieli problemów z realizacją naszych zobowiązań. Nie dajmy szumowi medialnemu zagłuszyć zdrowego rozsądku, życie nie toczy się tylko w Internecie. Dobry biznes plan pozwoli nam stanąć solidnie obiema nogami na ziemi.

Zbiórka fanów

Pomimo, że zbiórka odbywa się w Internecie i każdy człowiek, jeśli tylko zechce, może nas wesprzeć to trzeba pamiętać o żelaznej zasadzie crowdfundingu – najwięcej środków uda nam się zebrać wśród naszych przyjaciół, rodziny i sympatyków. Jeśli chcecie przekonać kogoś do dania wam swoich pieniędzy musicie ich przekonać i zdobyć zaufanie. Trzeba zbudować silną społeczność, która będzie pewna, że macie szanse na sukces, a wasz projekt jest wart zrealizowania. Dlatego na kilka miesięcy przed akcją warto zacząć zbierać fanów, przyjaciół, wspierających celebrytów, inwestorów. Jak najwcześniej zacznijcie nawiązywać z nimi relacje, i namawiajcie do wpłacania środków na waszą akcję. Crowdfunding nie ma racji bytu bez autentycznego crowdu.

Plan wykonania

Dobra, powiedzmy, że udało wam się zebrać waszą kasę. Ale teraz powstaje pytanie co z nią zrobić? Kluczowe jest wcześniejsze przygotowanie planu realizacji inwestycji. Kiedy zebrane środki trafią w wasze ręce musicie już doskonale wiedzieć na co je przeznaczycie. Nie ważne na czym opiera się wasz biznes, z całą pewnością będziecie potrzebowali pomocy podwykonawców – od dostawców sprzętu po firmy kurierskie. Dlatego im wcześniej poznacie rynek, wybierzecie najlepsze oferty i nawiążecie relacje, tym szybciej i sprawniej uda wam się dostarczyć produkt do rąk wspierających.

Co dalej?

W klasycznym modelu crowdfundingowym wspierającym za pomoc należą się nagrody. Ale skoro wasz pomysł okazał się sukcesem, to dlaczego nie zamienić tego w jeszcze większy biznes? Warto wtedy pomyśleć o crowdfundingu udziałowym. Udało wam się zebrać już społeczność i nabraliście doświadczenia w finansowaniu swojej działalności, warto więc założyć spółkę i zaproponować waszym sympatykom część udziałów. Dzięki temu poza satysfakcją i prezentem będą mogli realnie korzystać z rozwoju waszej firmy (a wiedzą już, że jesteście przedsiębiorczymi ludźmi i wasz pomysł chwycił) a wy możecie pozyskać realny kapitał na rozwój swojej działalności.

Świat crowdfundingu otwiera przed ludźmi wielkie możliwości, jeśli tylko będziemy umieli z nich korzystać mamy szanse na stworzenie czegoś wielkiego. Jednak należy pamiętać, że podstawą jest trzeźwa ocena sytuacji i ciężka praca. Połączenie potęgi tłumu, naszego talentu i solidnego przygotowania to recepta na sukces.

Pomysł na biznes: Restauracja

Własna knajpa to jeden z najbardziej klasycznych pomysłów na biznes. Każdy kto lubi dobrze zjeść i potrafi gotować na pewno nie raz marzył o restauracji. Problem w tym, że jest to dość kosztowny interes. Może warto zwrócić się o pomoc do tłumu?

Dlaczego crowdfunding?

Finansowanie społecznościowe jest świetnym rozwiązaniem dla przyszłych restauratorów. Po pierwsze pozwala zebrać środki na lokal bez konieczności zaciągania trudnych do spłacenia pożyczek. Po drugie pozwala przetestować koncepcję restauracji zanim oficjalnie ją otworzycie. Po trzecie kampania crowdfundingowa to doskonałe narzędzie marketingowe. Zanim wydacie pierwszy posiłek masa ludzi usłyszy o waszym projekcie.

Od czego zacząć?

Własna restauracja to dosyć duża inwestycja, trzeba więc ją porządnie przygotować. Pierwsze kroki w tym celu należy podjąć nawet pół roku przed planowanym rozpoczęciem zbiórki. Po pierwsze -pomysł. O ile nie planujecie otworzyć lokalu na poziomie gwiazdki Michelin waszym docelowym klientem będzie lokalna społeczność. Dlatego musicie dobrze poznać swoich potencjalnych gości i ich preferencje, oraz znać ofertę konkurencji. Czy w okolicy w której planujecie rozpocząć działalność ludzie raczej preferują domowe obiady czy wykwintne dania? Czy jest miejsce na kolejny bar z burgerami, a może trzeba zaoferować coś nowego? Wreszcie czy stawiacie na własny pomysł czy wolicie skorzystać z franczyzy? Pamiętajcie, że lokal, który wam się marzy i do którego chętnie byście przychodzili niekoniecznie przypadnie do gustu innym ludziom. W końcu chcecie stworzyć intratny biznes, a nie idealne miejsce dla siebie.

Infrastruktura i logistyka

Kiedy już wiecie, co będziecie prowadzili pora przejść do poszukiwania lokalu i wyposażenia. Rozejrzyjcie się za potencjalnymi miejscami, które spełnią wasze wymagania. Lokal musi mieć odpowiednią powierzchnię, lokalizację, a przede wszystkim cenę. Jeśli nie znajdujecie nic, co trafia w wasze potrzeby, to może warto cofnąć się o krok i przemyśleć jeszcze raz koncepcję? Będziecie potrzebowali też wyposażenia. Warto poszukać wyprzedaży sprzętu z restauracji, którym się nie powiodło – pozwoli to zaoszczędzić parę złotych. Niestety takie okazje trwają krótko, więc po pierwsze musielibyście mieć gotówkę w ręce, a po drugie miejsce na przechowanie całego sprzętu aż do otwarcia. Koniecznie też zastanówcie się nad potencjalnymi dostawcami produktów. Jak najwcześniej nawiążcie kontakty z bazarami, lokalnymi rolnikami i producentami żywności, żeby w momencie gdy lokal będzie już czynny na stół trafiły wszystkie produkty najwyższej jakości.

Pieniądze są najważniejsze

Wasze plany pozostaną w sferze marzeń, jeśli nie uda wam się zebrać pieniędzy. Crowdfunding oczywiście ułatwi wam sfinansowanie pomysłu, jednak dobrze jest mieć zebrane trochę pieniędzy na początku. Pomoże to pokryć koszty przygotowań i prowadzenia kampanii.

Musicie też zastanowić się z jakiej formy crowdfundingu skorzystacie. Tradycyjny model z nagrodami jest prostszy w realizacji jednak pozwala zebrać mniejsze środki. Model udziałowy z kolei wiąże się z pewnymi kosztami na początku, jednak środki dzięki niemu zebrane mogą być znacznie większe, przez co szybciej zrealizujecie swój cel. Jeśli wybierzecie metodę tradycyjną stanie przed wami problem zaprojektowania nagród. Branża gastronomiczna oferuje w tym wypadku szeroki wachlarz pomysłów. Kupony na posiłki i napoje, organizacja imprez okolicznościowych, gotowanie w domu wpłacającego, pakiety domowych przekąsek. Pomysłów jest masa. Weźcie jednak pod uwagę, że kwota jaką musicie zebrać to dziesiątki tysięcy złotych, a model nagrodowy w większości opiera się na drobnych wpłatach. W takim wypadku może się zdarzyć, że skończycie z setkami nagród, które będziecie musieli dostarczyć, co może sparaliżować waszą działalność. Dlatego bardziej trafny wydaje się być equity crowdfunding.

Reklama dźwignią handlu

Nawet najlepszy pomysł nie zostanie zrealizowany, jeśli nikt się o nim nie dowie. Dlatego kluczowe jest zaprojektowanie odpowiedniej strategii przyciągnięcia tłumu. Mówi się, że ludzie jedzą oczami. Jest w tym sporo prawdy, dlatego identyfikacja wizualna jest bardzo istotna. Ładne, zapadające w pamięć logo daje sporą przewagę w walce z konkurencją.

Wielu przedsiębiorców, którym udało się osiągnąć sukces w crowdfundingu zwraca uwagę jak przydatnym narzędziem promocyjnym jest film. Nagrajcie więc krótki spot, na którym pokażecie kim jesteście, co i jak gotujecie i dlaczego warto wesprzeć wasze marzenia. Warto zainwestować w profesjonalnie przygotowany materiał filmowy, uwiarygodni to przekaz.

Nawet najlepszy marketing nie przykryje mankamentów kulinarnych – ludzie muszą wiedzieć, że wasze jedzenie jest smaczne. Zanim zaczniecie zbierać, musicie dać potencjalnym klientom próbkę swoich umiejętności. Dobrym miejscem są targi kulinarne, na których można kosztować różnych potraw. Przy okazji możecie nawiązać relację z ludźmi, którzy staną się waszymi potencjalnymi wspierającymi. Rozdawajcie ulotki i zbierajcie maile, im większy tłum, tym większa szansa na sukces.

Wartościowym sojusznikiem są też media. Udajcie się więc do lokalnej prasy oraz blogerów kulinarnych i opowiedzcie im swoją historię. Pasjonaci zbierający na realizacje gastronomicznego marzenia to dla nich dobry temat, a dla was darmowa promocja. Jednak liczenie na anonimowych darczyńców może być złudne. Pamiętajcie, że podstawą każdej akcji crowdfundingowej jest rodzina i znajomi. To właśnie o ich wsparcie powinniście zabiegać w pierwszej kolejności, ponieważ mają do was zaufanie oraz zależy im na waszym powodzeniu.

Samodzielnie czy z pomocą specjalistów?

Dobra kampania crowdfundingowa, zwłaszcza w takiej skali, to kilka tygodni ciężkiej pracy. Trudno to połączyć z codziennym życiem, dlatego warto się zastanowić, czy nie zainwestować w pomoc specjalistów. Profesjonalni crowdfunderzy pomogą przygotować nam kampanię, graficy zaprojektują logo i stronę, filmowcy nakręcą wideo. To oczywiście dodatkowe koszty, ale znacznie zwiększa to szanse na sukces całej zbiórki.

Jak widać marzenie o własnej restauracji wcale nie jest takie odległe. Wystarczy tylko dobry pomysł i determinacja. A więc może warto odkurzyć stare przepisy i pomyśleć o nowej ścieżce kariery.