Archiwum z kategorii: 'historie sukcesu'
Crowdfunding to finansowanie nie tylko gier komputerowych, filmów, książek i płyt. Coraz więcej start-upów zaczyna właśnie od finansowania społecznościowego a inwestorzy szukają okazji na platformach crowdfundingu udziałowego. „Tłum” jednak dba też o przestrzeń miejską i jest gotowy wspierać pomysły ciekawe, innowacyjne a przede wszystkim dostępne do użytkowania dla każdego. Oto projekty, których autorzy zdecydowali się skorzystać z siły społeczności.
W 2012 roku zakończyła się kampania finansowania społecznego projektu basenu na East River w Nowym Yorku. Był on przedstawiony jako pierwszy na świecie basen z filtrowaną wodą unoszący się na rzece. Wydaje się, że ten nieco szalony ale bardzo kuszący pomysł przekonał mieszkańców Nowego Yorku, którzy w liczbie ponad 4,5 tysiąca wsparli projekt. Zebrane w przeciągu tygodnia 41 tysięcy dolarów wykorzystano na wstępne testy systemu filtrowania wody a duże zainteresowanie mieszkańców przyciągnęło kolejnych inwestorów. Twórcy projektu (PlusPool skupili się na użyteczności tej realizacji dla miasta i mieszkańców, którzy pomimo bliskości rzeki, nie mogli korzystać z jej uroków. Czy nie brzmi to znajomo?. Realizacja basenu PlusPool (www.pluspool.org) której koszt wyniesie 15 milionów $ przewidziana jest na rok 2015.
źródło http://www.pluspool.org/pool/#design
Kolejnym innowacyjnym projektem związanym z przestrzenią miejską i crowdfundingiem jest podziemny park w Nowym Yorku, na którego realizacje zebrano ponad 155 tysięcy dolarów dzięki wsparciu ponad 3 tysięcy osób. LowLine, którego kampania zakończyła się w 2012 roku to projekt stworzenia parku na terenie porzuconego terminalu. Reklamowany jako pierwszy na świecie podziemny park, innowacyjna przestrzeń publiczna ma wykorzystywać specjalnie stworzoną optyczną technologię aby zgromadzić światło słoneczne, skoncentrować je a następnie sprowadzić do podziemnego parku (więcej na
źródło http://www.thelowline.org/
Wielkim przedsięwzięciem będzie najwyższy (240-sto metrowy) mieszkalno-komercyjny wieżowiec w Kolumbii: BD Bacata. Grupa FiDii zdecydowała się spróbować wykorzystać potencjał crowdfundingu w jego realizacji. Mając już doświadczenie w prowadzeniu kampanii (wcześniej finansowali w ten sposób m.in kluby i hotele) dużą wagę przywiązali do promowania projektu co zaowocowało liczbą 3 800 wpłat od ”zwykłych” inwestorów nazywanych w kampaniach reklamowych ,,famous common people” (zwyczajni sławni ludzie). Wieżowiec, oferując przestrzeń biurową, apartamenty oraz 364 pokoje hotelowe będzie w całości sfinansowany poprzez crowdfunding a koszt realizacji projektu wyniesie 170 milionów dolarów. Crowdfunderzy w zamian za wpłatę otrzymali udziały w budynku.
źródło http://inhabitat.com/worlds-largest-crowdfunding-campaign-makes-columbias-tallest-building-bd-bacata-a-shimmering-reality/
Projektem dotyczącym przestrzeni miejskiej jest trasa spacerowa ,,Line” w Londynie, która ma na celu połączyć dwie części wschodniego Londynu tym samym umożliwiając korzystanie z uroków przyrody. Połączenie natury z instalacją 30 rzeźb na trasie ,,Line” przyciągnęło 284 osoby, które zebrały jednak ponad 140 tysięcy funtów.
Kolejne projekty to między innymi ośmiopiętrowa biblioteka w Californi, ścieżka pieszo-rowerowa w Memphis, choć różnią się zebranymi kwotami: od 5 tysięcy do 240 tysięcy dolarów, to łączy je jeden podstawowy fakt: zostały zrealizowane poprzez crowdfunding.
W Polsce powstaje coraz więcej ciekawych projektów, które łączą innowacyjność z chęcią zapewnienia mieszkańcom wyższej jakości życia. Wydaje nam się, że właśnie przyszedł czas, aby któryś z nich został sfinansowany przez crowdfunding.
Czytaj komentarze (0)
Napisz własny
Branża modowa wydaje się być bardzo trudna dla młodych przedsiębiorców. Wielkie koncerny i ich sieci sklepów, które spotykamy na każdym kroku mogą odstraszyć od wchodzenia na rynek. Jednak gusta ludzkie są bardzo zmienne, a miłośnicy mody ciągle poszukują czegoś nowego. Dlatego jeśli lubicie ciuchy to może zastanówcie się nad przekształceniem pasji w biznes. Startujący w branży odzieżowej mogą znaleźć wsparcie w crowdfundingu. Dlaczego finansowanie społecznościowe i odzież tak dobrze się dogadują? Po pierwsze dzięki niemu możecie sprawdzić czy wasz pomysł na design jest dobrze odbierany przez potencjalnych klientów. W przeciwieństwie do innych branż tu wystarczy rzucić okiem jak wygląda projekt i już wiemy, czy będziemy go chcieli czy nie. Po drugie dzięki przedsprzedażowemu modelowi nie musimy zamawiać w szwalni wielkiej partii koszulek czy spodni z zamysłem ich sprzedania. Możemy to zrobić dopiero gdy będziemy mieli popyt. Do tego dostosowujemy wielkość zamówienia dokładnie do zapotrzebowania klientów. Po trzecie i najważniejsze crowdfunding daje niesamowite możliwości promocji. Dzięki niemu nie sprzedajemy tylko produktu, ale całą naszą historię, wizję i marzenia. To wartość, której nie dostaniemy w sieciówce. A jak sprawdza się to w praktyce? Oto kilka przykładów jak moda i crowdfunding wspólnie pomogły narodzić się kilku obiecującym markom. Marin Camille i Julia Zolinsky, dwie pracownice muzeum z San Francisco postanowiły stworzyć swoją własną linię bielizny. Nie były to jednak tradycyjne rzeczy jakich pełno na wieszakach w galeriach handlowych, ale inspirowane estetyką lat 20 halki, gorsety czy pończochy. Potrzebowały na ten cel 37 tys. $, więc zgłosiły się ze swoim projektem do społeczności internetowej. W krótkim czasie udało im się zebrać wymaganą kwotę i obecnie panie przygotowują się otwarcia swojego butiku.
Gustin zaczynał jako mała marka ekskluzywnych dżinsów z japońskiego denimu. Jednak jej twórcy sfrustrowani problemami ze sprzedażą detaliczną postanowili zmienić model prowadzenia firmy. W tym celu zwrócili się ku crowdfundingowi. Postanowili tworzyć i sprzedawać tylko te produkty, które zamówią klienci. Dzięki temu udało im się znacznie obniżyć koszty bez kompromisów w kwestii jakości. Po spektakularnym sukcesie i zebraniu 400 tys. $ Gustin postanowił rozwinąć swój model biznesowy. Teraz prowadzą własny sklep internetowy dzięki któremu można zamówić konkretny ciuch, który zostanie wykonany specjalnie dla nas. Młodzi projektanci korzystają także z equity crowdfundingu. Przykładem jest tu twórca marki Monsieur Fox, zajmującej się produkcją ekskluzywnych męskich dodatków takich jak spinki, poszetki i krawaty. Jego obiecujący biznes w 2 tygodnie zebrał 20 tys. $, i nie zapowiada się, by na tym się skończyło. Połączenie crowdfunding plus moda sprawdza się nie tylko w przypadku sprzedaży zaprojektowanych przez siebie ciuchów, świetnie działa też w przypadku innych modeli biznesowych. W tej dziedzinie już dwa lata temu ścieżki przetarł francuski portal Menlook. Chcąc się rozwijać postanowił bez pomocy żadnej z platform zgłosić się o wsparcie do indywidualnych inwestorów. Dzięki ich wpłatom udało się zebrać ponad 5 milionów euro i dzięki temu przeprowadzić ekspansję na rynki niemiecki, brytyjski czy holenderski.
Nieco nowszy przykład, ale wyjątkowo ciekawy to platforma silkfred.com . Z pozoru wygląda to jak zwykły sklep online. Jedna ideą Silkfred jest udostępnianie możliwości sprzedaży młodym, obiecującym projektantom. Projekt okazał się na tyle atrakcyjny dla inwestorów, że dzięki akcji equity crowdfundingu zebrał 145 tys. funtów. Dziś Silkfred umacnia swoją pozycję na brytyjskim rynku stając się jednym z najbardziej docenianych startupów. Tak więc jeśli macie smykałkę do gustownego ubioru, a zakupy nie wywołują u was przerażenia może warto zastanowić się czy nie przekuć swojej pasji w realny biznes? Jeśli macie pomysł, to zacznijcie go realizować, pieniądze na pewno się znajdą!
Czytaj komentarze (0)
Napisz własny
W ostatnich latach bardzo intensywny rozwój przeżywa branża rzemieślniczego piwowarstwa. W samym tylko 2013 r., w Polsce zostało otwartych 21 nowych zakładów produkcji piwa. Polacy podążając za trendami z zachodu co raz chętniej świadomie wybierają to co piją i są skłonni płacić za jakościowy produkt. Szacuje się, że ok. 30 tys. naszych rodaków warzyło samodzielnie piwo w domu. Może więc warto na tym zarabiać?
Na zachodzie mikrobrowary od kilku ładnych lat świetnie wpisują się w gastronomiczny krajobraz. Co ciekawe, wiele nowych zakładów otwiera się dzięki crowdfundingowi. Dzięki wsparciu tłumu pasjonaci mogą przełożyć swoje hobby na realne zyski.
Finlandia słynie z restrykcyjnych przepisów dotyczących alkoholu. Nie tylko bardzo trudno o założenie własnego zakładu produkcyjnego, ale nawet sprzedaż jest ściśle kontrolowana. Wszystko co ma powyżej 4,7% może być sprzedawane tylko i wyłącznie w państwowych sklepach monopolowych. Dodatkowo państwo nakłada bardzo wysoką akcyzę, co winduję cenę alkoholu do wartości, które mogą przeciętnego Polaka przyprawić o zawrót głowy. Dlatego grupa przedsiębiorczych finów postanowiła zbudować swój browar w Estonii, finansując całe przedsięwzięcie przy pomocy crowdfundingu udziałowego. Dobry pomysł szybko poskutkował wymiernymi rezultatami. Sori Brewing, bo o nim mowa, już po pierwszym tygodniu zgromadził 100 tys. € z zakładanych 360 tys. Całą akcję udało im się zakończyć ze sporą nadwyżką zbierając blisko pół miliona euro.
Jednak te kwoty to marne grosze w porównaniu z tym, co udało się Szkotom z BrewDog. Ten całkiem spory, jak na realia browarnictwa rzemieślniczego browar także postanowił sięgnąć po wsparcie od niezależnych inwestorów. Założyli stronę „Equity for Punks” na której oferowali akcje swojej spółki. Udało im się pozyskać wsparcie od ponad 14 tys. akcjonariuszy na łączną kwotę 4,25 mln funtów, bijąc w ten sposób wszelkie rekordy crowdfundingu udziałowego. Dzięki temu BrewDog mógł pozwolić sobie na ekspansję bez obniżania jakości swojego produktu i dziś piwa tego producenta z Wysp jest szeroko dostępne na świecie.
Biznes browarniczy i crowdfunding idą ze sobą w parze nie tylko w przypadku samego warzenia piwa. Beer 52 to brytyjski klub smakoszy piwa. Klienci wykupują abonament i co miesiąc dostają specjalnie wybrany zestaw piw rzemieślniczych wybranych przez firmowych sommelierów. Pieniądze na swój własny biznes, podobnie jak w poprzednich przykładach, udało im się zebrać dzięki sprzedaży akcji swojej spółki drobnym inwestorom. Dzięki temu stali się największym w Wielkiej Brytanii klubem piwosza, dostarczającym najlepszej jakości browar do dziesiątek tysięcy klientów.
Jeśli więc lubicie piwo i chcielibyście związać z nim swoje zawodowe życie zastanówcie się nad skorzystaniem z crowdfundingu. Może więc pora zamienić swój mały tankofermentator z piwnicy na prawdziwy browar?
Czytaj komentarze (0)
Napisz własny
Zagłębiając się w świat crowdfundingu zauważymy, że wśród tysięcy projektów często występuje jeden konkretny produkt – portfele. Dlaczego akurat właśnie one zdobyły taką popularność wśród projektodawców? Ten niepozorny przedmiot ma w sobie wiele cech, które czynią go idealnym projektem.
Pierwszą cechą, która czyni portfel dobrym pomysłem na odpalenie swojej akcji jest ich popularność. Każdy ma w kieszeni jeden. Nie ważne ile ma lat, gdzie mieszka, czym się zajmuje – wszyscy potrzebują w życiu portfela. Powszechność tego produktu sprawa, że bardzo łatwo nam znaleźć potencjalnych wspierających. Nie musimy szukać społeczności skupionych na bardzo konkretnej sprawie – ktokolwiek, do kogo się odezwiemy może zostać naszym klientem.
Jeśli zapytacie kogoś, czy jest zadowolony ze swojego portfela, z dużym prawdopodobieństwem otrzymacie odpowiedź przeczącą. Są brzydkie, zbyt duże, mało funkcjonalne. To, co oferują nam w sklepach rzadko spełnia nasze oczekiwania. To właśnie dlatego są tak częstym prezentem – sami nie jesteśmy skłonni go kupić, bo żaden nas nie zachwyca. I tu właśnie pojawia się pole do innowacji – można się zastanowić co nas wkurza w tym co mamy i jak to usprawnić. A innowacja jest kluczem do sukcesu na rynku.
A pole do innowacji i kombinowania jest bardzo duże. Portfele występują w całej masie form i kształtów. Od klasycznych, rozkładanych z kieszonką na monety i przegródkami na banknoty, przez duże, w których mieści się poza pieniędzmi i dokumentami cała masa kart i wizytówek, na bardziej wyszukanych kończąc. Mogą to być klipsy na pieniądze, małe skórzane kieszonki, karty z gumkami – pomysłów jest cała masa. Zastanówcie się co wydaje się dla was najbardziej istotne.
Portfel to też dobry pomysł na początek swojej przygody z designem. Ograniczona forma uczy skutecznego łączenia wyglądu z funkcjonalnością. Trzeba pamiętać, że jakkolwiek nasz produkt nie byłby ładny musi się bez problemu mieścić w kieszeni.
Zaprojektowanie produktu to dopiero pierwszy krok. Schody zaczynają się, kiedy trzeba nasz szkic powołać do życia. Czasem okazuje się, że to co wygląda bardzo prosto na papierze, w produkcji nie okazuje się wcale takie łatwe. Pod tym względem portfel jest bardzo dobrym rozwiązaniem – nie jest to technologia kosmiczna, także każdy może dosyć szybko opanować techniki jego wykonania, a jednocześnie jest na tyle skomplikowane, że nikt bez konkretnego planu, zapału i zdolności nie zrobi tego w domu.
Dodatkowo kiedy uda nam się przebić prze projektowanie, zbiórkę, wykonanie możemy łatwo sprawdzić czy nie potkniemy się na logistyce. Ok, wykonanie jednego portfela brzmi osiągalnie, co jednak kiedy trzeba ich zrobić 200? Wtedy projektant-artysta musi się zmienić w rzemieślnika. Kiedy chce się być przedsiębiorcą to czasem trzeba wstać od komputera i ubrudzić sobie ręce.
Ale skoro powstaje tyle projektów, to czy jest sens tworzyć następne? Okazuje się, że popyt na pomysłowe, nowoczesne i funkcjonalne portfele nie spada. Także jeśli myślicie o przygodzie z crowdfundingiem to może wyciągnijcie to co macie w kieszeni i zastanówcie się jak to ulepszyć? Jeśli wasz pomysł będzie dobry to na pewno znajdą się chętni by was wesprzeć.
źródło: Kickstarter
Czytaj komentarze (0)
Napisz własny
źródło: wikipedia
Wielkie pieniądze, bogaci producenci, dotacje państwowych instytucji – z tym kojarzy się kręcenie filmów. Jednak tak naprawdę dziś, dzięki crowdfundingowi, wystarczy tylko dobry pomysł, odrobina talentu i zaangażowana społeczność.
Dlaczego crowdfunding?
Finansowanie społecznościowe jest idealnym rozwiązaniem dla niezależnych filmowców. Podstawowym problemem z jakim spotyka się młody twórca jest zdobywanie środków. Branża filmowa niechętnie finansuje projekty, których autorzy nie mają jeszcze solidnego dorobku. Producenci wolą inwestycje w dzieła, które z dużym prawdopodobieństwem przyniosą im spory zwrot zainwestowanego kapitału.
Ale to, co w tym przypadku jest obciążeniem w crowdfundingu łatwo obrócić w zaletę. Brak powiązań z biznesem czy państwowymi instytucjami pozwala zyskać pełną artystyczną niezależność. Autor stawiający na wierność swoim pomysłom wzbudza sympatię społeczeństwa i chęć zaangażowania się w projekt. Nie oznacza to, że nie należy szukać wsparcia poza tłumem, jednak im więcej wspierających, tym większa swoboda działania przy filmie.
Internet – naturalne środowisko sztuki
Świat sztuki zawsze był hermetyczny i niechętnie wpuszczał nowych artystów. Dlatego sztuka alternatywna świetnie rozwinęła się w Internecie. Sieć pęka od stron, blogów czy forów poświęconym niezależnym twórcom. To naturalna społeczność do której projektodawca może z łatwością udać się po wsparcie. A zaangażowana, aktywna sieć sympatyków to podstawowy warunek skutecznej kampanii crowdfundingowej.
Pokaż nad czym pracujesz
Wielu projektodawców ma problem z atrakcyjnym przedstawieniem swojego pomysłu. Co zrobić, jeśli nasz projekt jest bardzo wczesnej fazie tworzenia, a chcemy zachęcić ludzi do jego wsparcia? Nieważne jak pięknie opiszemy naszą koncepcję, nic nie przemówi do wyobraźni tak, jak obraz. Twórcy filmowi nie mają tego problemu – ich projekt aż sam się prosi o prezentowanie światu. Pochwal się zdjęciami z planu, nakręć krótki trailer, nagraj z ekipą zaproszenie do wsparcia – pomysłów jest całe mnóstwo. Dodatkowo możesz pokazywać na bieżąco postęp prac nad projektem udostępniając materiały z planu. Wiadomo, że nic tak nie pobudza apetytu fanów, jak nowy trailer długo wyczekiwanego filmu.
A co w zamian?
W przypadku filmu bardzo łatwo także o nagrody dla projektodawców. Najprostszym rozwiązaniem jest przygotowanie DVD z gotowym filmem dla wspierających, koszt takiej nagrody jest stosunkowo niski i można je przygotować w dużej ilości. Jednak dla hojnych darczyńców warto pomyśleć o bardziej „ekskluzywnych” pomysłach. Być może ktoś chciałby zagrać w filmie? Świetnymi gadżetami mogą być rekwizyty z planu zdjęciowego czy spotkanie z ekipą.
Jak to wygląda w praktyce?
Jeśli ktoś ma wątpliwości, że społeczność internautów jest w stanie stworzyć film, to przykład Veroniki Mars powinien je rozwiać. Projekt stworzenia kontynuacji nieco głupawego serialu o licealistce – detektywie wywołał taki entuzjazm, że twórcom udało się zebrać ponad 5,7 miliona dolarów, czyli prawie trzykrotnie więcej niż zakładali. Także nominowany do Oskara reżyser Spike Lee postanowił wykorzystać crowdfunding do produkcji swojego najnowszego filmu. Fani artysty zebrali ponad 1,3 mln $, dzięki czemu już niedługo będziemy mogli zobaczyć jego nowy projekt.
Na naszym polskim podwórku też mamy przykłady filmowych sukcesów. Dzięki społeczności Beesfundu powstał mini-serial „Jesus Garcia” opowiadający o przygodach młodego Hiszpana w Polsce.
źródło: wikipedia
Crowdfunding pewnie jeszcze długo nie wyprze wielkich studiów filmowych, jednak z pewnością jego rola będzie wzrastać. Coraz więcej twórców nie chcąc iść na kompromisy będzie kierować swoje kroki do społeczności internautów. Ci z kolei chcąc oglądać ambitne produkcje będą chętnie wspierać niezależnych artystów.
Czytaj komentarze (0)
Napisz własny

Czy wyobrażacie sobie szkołę bez klas, nauczycieli, podręczników i ocen? A czy wyobrażacie sobie, że ta szkoła kształci jednych z najlepszych programistów na świecie, a do tego nie pobiera za to żadnych opłat? Brzmi jak utopijny sen, jednak taka szkoła istnieje.
École 42 to paryska szkoła programowania, którą założył i ufundował Xaiver Niel – francuski miliarder i filantrop. Jego celem było wykształcenie najlepszej kadry specjalistów od nowoczesnych technologii, którzy zamiast szukać ciepłych posadek w korporacjach postanowią stworzyć swoje własne, innowacyjne start-upy. Według Niela, żeby to osiągnąć trzeba stworzyć system nauczania kompletnie inny od tradycyjnego, który przygotowuje do wykonywania czyichś poleceń zamiast rozwijać kreatywność
Jak to działa? Załoga École 42 postanowiła dać swoim studentom całodobowy dostęp do najlepszego sprzętu komputerowego, a następnie stawiać przed nimi skomplikowane problemy programistyczne. Studenci pracując w kilkuosobowych zespołach samodzielnie starają się je rozwiązać, a następnie zespół ekspertów ocenia, czy im się powiodło, czy nie.
Rewolucyjność francuzów idzie jednak jeszcze dalej: postanowili zrezygnować z rekrutowania studentów na podstawie ich wcześniejszych osiągnięć i wyników z egzaminów. Co więcej, prawie połowa z uczących się tu nie skończyła nawet liceum! Jednak dostanie się nie jest proste. Aby zostać studentem École 42 trzeba rozwiązać serię skomplikowanych zadań wymagających otwartego umysłu i umiejętności logicznego myślenia. Jest to na tyle trudne, że procent zaakceptowanych aplikacji jest niższy od uważanego za najbardziej prestiżowy Harvardu (warto przypomnieć , że amerykańska szkoła każe sobie słono płacić za naukę).
Powiecie, że to kaprys bogatego biznesmena? Co prawda Xavier Niel nie zakłada, że jego projekt kiedykolwiek będzie przynosił zyski, a on sam do tej pory zainwestował w niego 70 mln euro, ale już niedługo ma zacząć się samodzielnie utrzymywać. Umożliwić mają to darowizny absolwentów. Mają oni być motywowani nie tylko sentymentem do swojej dawnej uczelni, ponieważ finansowanie École 42 to inwestycja w najlepsze kadry.
Francuska szkoła nie wymaga żadnych podręczników. Współcześnie wystarczy dostęp do Internetu, by dotrzeć do gigantycznych, darmowych zasobów wiedzy. Kursy grafiki, programowania, tworzenia baz danych są dostępne w zasięgu zaledwie paru kliknięć. Jako kreatywni start-upowcy absolwenci będą musieli się zmagać codziennie z problemami, na które nie znajdą rozwiązań w książkach na półce i to oni sami będą musieli na nie wpaść. Jako, że ciężko ocenić kreatywność w tradycyjnej skali ocen École 42 stosuje system zero-jedynkowy. Jeśli rozwiązanie zaprezentowane przez grupę się sprawdza, test jest zdany. Jeśli nie, muszą próbować dalej.
École 42 to nowy projekt, ale już wywołał spore zamieszanie w środowiskach start-upów, miłośników nowych technologii czy akademików. Jeśli szalony plan Francuzów wypali, może być to początek rewolucji w edukacji. Ciężko będzie wtedy uzasadnić istnienie państwowych molochów czy gigantycznych opłat pobieranych za studia na prestiżowych wydziałach Ivy League. Kto wie, może dzięki crowdfundingowi już niedługo taki projekt powstanie w Polsce?
źródło: venturebeat.com
Czytaj komentarze (0)
Napisz własny
W Polsce nadal panuje przekonanie, że tworzenie sztuki jest uzależnione od mecenatu państwa i niestety jest to po części prawdą. Całe rzesze stowarzyszeń, fundacji i innych organizacji biją się o publiczne fundusze, które pozwolą im artystycznie działać, jednocześnie nie popadając w komercję. Niestety ograniczone środki nie zawsze starczają dla wszystkich, szczególnie dla młodych twórców.
Niewielu ludzi jednak wie, że w Polsce już ponad 100 lat temu istniała kompletnie inna forma mecenatu kultury, oparta na spółkach akcyjnych. Spółka akcyjna kojarzy nam się współcześnie z raczej z wielkim biznesem, a nie sztuką, lecz jest to po prostu dobrowolne zrzeszenie ludzi, którzy chcą, by ich pieniądze wspierały jakieś przedsięwzięcie w zamian za udziały we własności. Dlaczego nie wspierać w ten sposób artystów?
Przykład? Warszawska Filharmonia (czy raczej Filharmonja). Już w 1898 roku prowadzący ówcześnie skład nut Aleksander Rajchman wpadł na pomysł, by wraz z innymi entuzjastami muzyki , w tym Ignacym Paderewskim oraz Leopoldem Kronenbergiem założyć spółkę, której celem było utworzenie w Warszawie filharmonii z prawdziwego zdarzenia. Dzięki inicjatywie zaangażowanych mecenasów kultury już w 1901 roku na terenie ówczesnego centrum finansowego Warszawy przy ulicy Jasnej stanął budynek, w którym instytucja ta mieści się do dziś. Z orkiestrą filharmonii koncertowały takie sławy, jak Grieg, Rachmaninow, Ravel czy Strawinski.
Jak widać model spółki akcyjnej sprawdził się do finansowania kultury ponad wiek temu, dlaczego by nie wrócić do tej praktyki dziś? Zapraszamy do zakładania udziałowych projektów kulturalnych. Akcyjna kultura – to brzmi dumnie. Beesfund Wam w tym pomoże!
Czytaj komentarze (0)
Napisz własny
Gorąco zachęcamy do zapoznania się z reportażem o zakończonym sukcesem projekcie „Miła, padnij!„. Reportaż przygotowany przez Olgę Jackiewicz ukazał się na antenie Polskiego Radia.
http://www.polskieradio.pl/80/1007/Artykul/826325,Wnuczka-swojej-babci-Olga-Mickiewicz
Czytaj komentarze (0)
Napisz własny
Projekt „Husaria pod Wiedniem” był jednym z pierwszych na naszej platformie, które odniosły sukces. Wraz z Instytutem Wydawniczym Erica prezentujemy: nowy projekt crowdfundingowy wydawnictwa, nową formułę specjalnych projektów przedsprzedażowych oraz nowe konkurs!
1. Kryminalna wędrówka po powojennym Wrocławiu
Potrzebujemy 6000 złotych, by powieść „Wypędzony” Jacka Inglota wydać w formie profesjonalnego audiobooka. W zamian za wsparcie projektu możesz kupić nie tylko powieść przeczytaną przez profesjonalnego lektora, ale również m.in. pakiet z wydaniem tradycyjnym w wyjątkowo atrakcyjnej cenie! - możemy przeczytać w opisie najnowszego projektu IW Erica. Wspierając projekt wpłatą równą cenie okładkowej książki otrzymacie ją wraz z przesyłką i audiobookiem!
2. Projekty przedsprzedażowe
Oficjalnie uruchomiliśmy na Beesfund.com pierwsze projekty przedsprzedażowe. Wiadomo, że książki się ukażą, a dzięki Beesfund macie szansę kupić je dużo taniej niż w sieciach księgarskich, otrzymać powieści jako pierwsi i wesprzeć wydawnictwo bezpośrednim zamówieniem! Możecie kupić najnowszą powieść Bernarda Cornwella w cenie 32 złotych z przesyłką (zamiast okładkowych 42,90) i „Poszukiwaną” Małgorzaty Kochanowicz za 25 zł z przesyłką (zamiast 34,90).
3. Konkurs!

Pierwsza osoba, która wesprze projekt nagrania audiobooka kwotą 100 złotych poza książką, audiobookiem i dodatkową zniżką na zakupy w najtańszej księgarni sprzedającej książki IW Erica otrzyma również „Husarię pod Wiedniem”, czyli pierwszą książkę wydaną ze wsparciem społeczności Beesfund!
A jako ciekawostkę dodajemy, że jedna z husarskich książek dra Radosława Sikory została właśnie wydana na Ukrainie. Autorowi gratulujemy!
Czytaj komentarze (0)
Napisz własny
Kontynuując cykl „Historie sukcesu” prezentujemy dziś bliski nam projekt - konferencję „Crowdfunding w Polsce 2012″. Choć zbiórka nie była łatwa, to ostatecznie zarówno projekt, jak i jego realizacja zakończyły się bardzo dużym sukcesem!

W dniu 12.12.12 (to nie przypadek!) w Warszawie pełna sala uczestników przez cały dzień słuchała i dyskutowała nt. różnych aspektów finansowania społecznościowego w Polsce. Sam projekt przebiegał w sposób kompletny, a jego promocja zawierała min.:
- uruchomienie specjalnej strony konferencja.crowdfunding.pl;
- promocję na crowdfunding.pl i stronie Polskiego Towarzystwa Crowdfundingu (współorganizatora) oraz ich kanałach społecznościowych (w tym płatne posty promowane);
- założenie wydarzenia na facebook’u i goldenline;
- dystrybucję informacji prasowych;
- pozyskanie wielu partnerów akcji;
- konkurs przeprowadzony na antyweb.pl;
- reklamę Google AdWords i reklamy na facebook’u;
- mailing do różnych grup odbiorców;
- promocję przy okazji wystąpień, szkoleń i spotkań.
Mimo podjęcia wielu działań zwiększających zasięg informacji o projekcie, dynamika wpłat nie była gwałtowna, ale ostatecznie cel w wysokości 12 000 zł został przekroczony o 16,6%, a licznik zatrzymał się na kwocie 13 991 zł.




W zgodnej opinii uczestników, prelegentów i licznych gości wydarzenie było ciekawe, a atmosfera bardzo dobra.
Z jednej strony data wydarzenia powinna być precyzyjnie określona, żeby wspierający wiedzieli, co otrzymają w zamian. Z drugiej zaś, rezerwacja sali, cateringu, obsługi audio-video, zaproszenia prelegentów i gości wymaga nierzadko konkretnych deklaracji i poważnych decyzji organizatora ze sporym wyprzedzeniem. Wiąże się to z niemałym ryzykiem, bo jeżeli projekt zakończy się porażką, to można zostać z dużą, pustą salą i fakturami do opłacenia.
Tak na łamach crowdfunding.pl swoimi refleksjami podzielił się autor projektu organizacji konferencji - Karol Król. My tam byliśmy, prezentowała się część projektodawców beesfund.com, pojawiło się dużo ciekawych opinii i pytań, a do dnia dzisiejszego spotykamy się z wieloma z uczestników. Przybyli, zobaczyli i zapragnęli własnego projektu!
Zdjęcia: MentalWay/Crowdfunding.pl
Czytaj komentarze (0)
Napisz własny